26 grudnia 2019

KOŚCIÓŁ ŚW. KRZYŻA I ŚW. BARTŁOMIEJA WE WROCŁAWIU

KOLEGIATA  ŚWIĘTOKRZYSKA  WE  WROCŁAWIU   
                         
     Należy bez wątpienia do najpiękniejszych kościołów gotyckich w Polsce. Jego bryła prezentuje się doskonale z każdej strony. Wyniosłe ściany zakończone efektownymi szczytami i dwie wieże o doskonałych proporcjach czynią zeń prawdziwą perełkę na mapie zabytków miasta. Gotycki w każdym calu, dwupiętrowy kościół Św. Krzyża i Św. Bartłomieja, położony jest na Ostrowie Tumskim, przy Placu Kościelnym, tuż obok dawnego zamku Piastów Śląskich i nieopodal katedry. Fundatorem kościoła był w 1288 r. książę wrocławski Henryk IV Prawy (Probus)*, który chciał z niego uczynić rodowe mauzoleum. A jednocześnie powstał jako znak zgody miedzy biskupem wrocławskim Tomaszem II, a księciem Henrykiem, po długotrwałym sporze polityczno - kościelnym (Z biskupem Tomaszem poróżniły księcia Henryka poglądy na temat własności wsi lokowanych przez hierarchów kościelnych na gruntach książęcych oraz stosunek do instytucji małżeństwa. Mając lat dwadzieścia kilka Henryk zakochał się w uroczej Matyldzie, córce margrabiego brandenburskiego. Odesłał więc swoją aktualną żonę, księżniczkę opolską, do krewnych, ciężko ich przy tym obrażając. Co więcej, ożenił się z Matyldą, łamiąc wszelkie prawa kościelne i opór biskupa. Biskupa Tomasza zaś książę wygnał z Wrocławia, zburzył jego zamek w Nysie i spasał konie zbożem z kościelnych spichlerzy. Ale gdy Tomasz poprosił go na kolanach o przebaczenie, nagle okazał skruchę i na zakończenie sporu kazał wybudować kościół Świętego Krzyża). Powstawał więc jako pomnik suwerennej władzy księcia, a rozbudowany został jako symbol konkordatu księcia z biskupstwem. Książę miał ufundować kolegiatę opodal swojego zamku, a biskup Tomasz kolegiatę pod wezwaniem swojego patrona w Raciborzu. Według pierwotnych założeń księcia kolegiata miała nosić wezwanie św. Bartłomieja - patrona Piastów. Legenda głosi, że w trakcie wykonywania wykopów pod fundamenty znaleziono korzeń, który kształtem przypominał krzyż. Znalezisko stało się inspiracją dla nowego wezwania, a jednocześnie książę nie chciał odstąpić od planu zbudowania świątyni - mauzoleum, noszącej imię patrona. Ostatecznie więc stanął kościół dwupoziomowy, z których dolny nosi wezwanie św. Bartłomieja a górny Św. Krzyża. 11 stycznia 1288 Książę Henryk wystawił dokument erekcyjny, z treści którego wynikało, że fundowana kolegiata miała być mauzoleum jego rodziny, a on sam w swoim testamencie wyraził ponadto wolę, aby była ona tymczasowym miejscem spoczynku jego doczesnych szczątków, do momentu wybudowania kolejnej świątyni z jego fundacji, przeznaczonej dla zakonu cysterek, w której miał spocząć na stale. Fundacja nie doszła jednak do skutku, ponieważ w 1290 książę nagle zmarł (najprawdopodobniej został zamordowany z polecenia wrocławskich wielmożów - podano mu truciznę), a jego małżonka, Matylda brandenburska powróciła do ojczyzny. W 1292 zmarł też biskup Tomasz. Budowę kontynuowano w latach około 1320-30, wówczas ukończono prezbiterium i wzniesiono mury obwodowe korpusu nawowego do wysokości okien, a następnie w latach około 1340-1371 kiedy ukończono resztę korpusu. Do końca XIV w. wzniesiono obie wieże, a w 1484 r. wyższa, południowa wieża została nakryta hełmem. Kościół został zdewastowany przez wojska szwedzkie w czasie wojny trzydziestoletniej. Szwedzi zamienili kościół w stajnie i magazyn. Po odbudowie w połowie XVII w. kolegiata zyskała barokowy wystrój wnętrza, uzupełniany w XVIII w. o prospekt organowy. W latach 1843-66 usunięto barokowe wyposażenie, zastępując je neogotyckim. Kościół poważnie ucierpiał w czasie oblężenia Wrocławia w 1945 roku, podobnie jak cały Ostrów Tumski. Zawaliły się wtedy sklepienia, zniszczeniu uległo też wyposażenie wnętrza. W czasie odbudowy w latach 1946-56 usunięto chór muzyczny i resztki neogotyckiego wystroju.
Wybitny badacz i znawca średniowiecznej architektury Wrocławia, Profesor Edmund Małachowicz wysnuł przypuszczenie, że to właśnie pobliska kaplica św. Marcina wraz z kryptą powstała jako docelowe miejsce pochówku księcia Henryka IV Prawego. Profesor uważał, że kaplica św. Marcina stanowi element fundacji klasztoru cysterek, o którym książę wspominał w swoim testamencie wyznaczając to miejsce, jako docelowe dla jego szczątków doczesnych. Więcej o książęcej kaplicy Św. Marcina:        https://paskonikstronik.blogspot.com/2019/01/architektura-romanska-we-wrocawiu.html                                
Kościół Św. Krzyża (górny), prezbiterium - wspaniałe proporcje, smukłe filary, lancetowate okna o trójpolowym podziale każde, zamknięte starannie wymodelowanymi maswerkami oraz jasne utrzymane w błękitnej tonacji witraże i delikatne, smukłe żebra sklepień nadają wyraz temu wnętrzu
                                
Zdjęcia przedwojenne:
Zachowało się ich niezbyt wiele i w nie najlepszej jakości. Jednak są pouczającym dokumentem, wspomagającym doskonale pisaną historię kolegiaty (więcej starych fotografii można znaleźć na stronach www.fotopolska.org).
Wnętrze górnego kościoła. W prezbiterium ustawiono nagrobek księcia Henryka IV Probusa, twarzą zwrócony do ołtarza (nagrobek obecnie znajduje się na parterze Muzeum Narodowego we Wrocławiu). Po bokach wytworne stalle z XIX wieku. Ozdobna krata oddzielała "sacrum od profanum". W tle zachodnie zamknięcie nawy z prospektem organowym. Zdjęcie pochodzi ze strony: https://polska-org.pl/5611040,foto.html?idEntity=511547

Najważniejszym elementem programu ideowego chóru kolegiaty była wytworna tumba grobowa księcia Henryka IV Probusa. Stała górnym kościele aż do roku 1944. Wewnątrz sarkofagu znajdowały się doczesne szczątki księcia, o czym przekonano się w roku 1866, po otwarciu tumby. Na ścianie obok wisiały: proporzec, tarcza księcia! i drewniana tablica epitafijna z połowy XIV w. z opisem jego zwycięstw, śmierci i fundacji. Na zewnętrznej, południowej ścianie kolegiaty, umieszczono herb książęcy - wykonanego z miedzi śląskiego orła (opis w dalszej części strony). Proporzec i tarcza zaginęły w czasie wojny 30-letniej, tablica jest eksponowana w Muzeum Archidiecezjalnym we Wrocławiu (zachęcam do zwiedzenia), zaś sarkofag księcia wywieziono podczas oblężenia Festug Breslau, z obawy przed zniszczeniem. Odnaleziono go po wojnie w romańskim kościółku w Wierzbnej koło Świdnicy, ale był już niestety pusty. Dokładniej w maleńkiej kaplicy kościelnej znaleziono dwa sarkofagi - Henryka IV Prawego i Henryka II Pobożnego (sama płyta, bez tumby). Więcej o kościele w Wierzbnej: https://paskonikstronik.blogspot.com/2019/05/romanski-koscio-w-wierzbnie-i-ruiny.html. Prawdopodobnie szczątki księcia spłonęły podczas walk o Wrocław w 1945 r. w Zakładzie Antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Niemieccy naukowcy chcieli wykorzystać postaci obu książąt (którzy nota bene popierali niemieckie osadnictwo na Śląsku w wieku XIII), do celów propagandowych. Henryk II Pobożny w hitlerowskiej propagandzie jawił się jako potomek germańskich założycieli państwa Polan (sic!) i że był praktycznie Niemcem. Według niepotwierdzonych do końca teorii, ok. 1941 r., szczątki księcia zostały wydobyte z grobu, celem wykonania badań antropologicznych, które miały udowodnić germańskie pochodzenie księcia. Związane to było z 700-letnią rocznicą bitwy pod Legnicą w której poległ książę Henryk II Pobożny, a która wykorzystywana była w propagandzie niemieckiej jako przykład walki żywiołu germańskiego z najazdem barbarzyńskich hord ze Wschodu, oczywiście w kontekście wojny z Sowietami. Z grobu zostały również wyciągnięte szczątki księcia Henryka IV Probusa, także pod kątem badań antropologicznych, mających udowodnić germańskie pochodzenie księcia. Według ustaleń nieżyjącego już wrocławskiego profesora Henryka Dziurli, w 1941 roku szczątki obu książąt zapakowano do drewnianych skrzynek i wraz z dokumentacją wywieziono koleją do Berlina, do Muzeum Antropologicznego. Informacja ta wciąż jednak nie jest potwierdzona. Obecnie  Sarkofag prezentowany jest na parterze Muzeum Narodowego we Wrocławiu.   
Płyta z tumby grobowej księcia Henryka IV Prawego. Jak łatwo zauważyć, książę lekko się uśmiecha
                 
Kościół górny, widok z nawy głównej w kierunku prezbiterium. Z prawej neogotycka ambona (niezachowana).  Zdjęcie pochodzi ze strony: https://polska-org.pl/815600,foto.html?idEntity=511547

Widok na nawy i prawe ramię transeptu od strony wejścia głównego. Zdjęcie pochodzi ze strony: https://polska-org.pl/905112,foto.html?idEntity=511547
                                          
Ilustracje współczesne, kolegiata z zewnątrz i kamienne detale:
Warto obejrzeć kolegiatę z zewnątrz, obchodząc ją wokół. Bogactwo zastosowanych tu detali architektonicznych niewiele ustępuje pobliskiej katedrze. Bardziej wnikliwych "smakoszy architektury" zachęcam do bliższego porównania obu budowli. Warto, bo jest tu wiele podobieństw, jak i różnic ...     
Od strony Wyspy Piaskowej sylwetkę kościoła przysłaniają inne, również zabytkowe budowle
Jest na co popatrzeć: ostre szczyty nad sklepieniami naw bocznych wypełnione ślepymi oknami i ozdobione kamiennymi pinaklami o bogatej fakturze Wtórują im podobnie zamknięte od góry szczyty szkarp odciążających ściany naw

W wieku XIV pomiędzy przyporami nawy południowej dobudowano kruchtę, otwartą na zewnątrz eleganckim portalem uskokowym, zamkniętym u góry efektowną balustradą
W ostrołuku portalu umieszczono szeroką arkadę o podwójnym maswerku. Po bokach oraz między maswerkami umieszczono trzy wsporniki figuralne zamknięte u góry baldachimami. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek ustawiono tam rzeźby figuralne, a jeśli tak, to jakie


                                                                    
Kościół św. Krzyża i Bartłomieja na Ostrowie. Plan piętra (lewe), przyziemia (prawe) z rozwarstwieniem murów. Oprac. prof. E. Małachowicz. Rys. pochodzi ze strony: https://polska-org.pl/865124,foto.html?idEntity=508948
W pierwszym rzucie do roku 1295 ukończono budowę partii prezbiterialnej z obszerną kryptą pod spodem. Rysunek wyraźnie pokazuje nam, że kościół wznoszono etapami. Warto zauważyć, że zamknięcia skrzydeł transeptu w postaci apsyd są tożsame z apsydą zamykającą prezbiterium
Kościół św. Krzyża (górny) - plan współczesny. Rys. pochodzi ze strony: https://polska-org.pl/645577,foto.html?idEntity=508948

Elewacja zachodnia kościoła św. Krzyża oraz kaplicy NP. Marii (zarys rekonstrukcji - kreskowany), przebudowanej i o zmienionym wezwaniu św. Marcina. Oprac. prof. E. Małachowicz. Rys. pochodzi ze strony: https://polska-org.pl/865129,foto.html?idEntity=508948

Kościół św. Krzyża. Przekrój prezbiterium z rekonstrukcją stanu z końca XIII w. Oprac. prof. E. Małachowicz. Rys. pochodzi ze strony: https://polska-org.pl/865125,foto.html?idEntity=508948

Przekrój pionowy kościoła. Rys. pochodzi ze strony: https://polska-org.pl/912570,foto.html?idEntity=508948
Przyglądając się profilowi pionowemu obydwu kościołów zauważyć łatwo, że o ile górna świątynia zachowuje wszelkie proporcje architektoniczne kościoła, o tyle dolna budowla ma bardziej charakter krypty z przeznaczeniem na mauzoleum, niż budowli stricte kościelnej. I zapewne zamysłem księcia - fundatora było postawienie dużego kościoła z rozległą kryptą, a nie stawianie kościoła podwójnego. W tym kontekście legenda o znalezieniu korzenia i zmianie decyzji księcia wydaje się być jeszcze bardziej "legendą". Pewnym odniesieniem do powyższego stwierdzenia jest trzebnicka bazylika św. Jadwigi, żony piastowskiego księcia Henryka Brodatego, w której znajduje się podobna, choć mniejsza rozmiarami krypta, również pod wezwaniem patrona Piastów św. Bartłomieja. 

Rys ogólny:
Kościół założono na planie krzyża. Prezbiteruim oraz ramiona transeptu zakończone są poligonalnie (pięć boków z ośmioboku). Nawa główna odpowiada w zaokrągleniu długości prezbiterium. Trójnawowy korpus wzniesiono w układzie halowym. Dwa poziomy kościoła uznano jako dwa odrębne kościoła dopiero po wojnie. Być może przyczyniła się do tego legenda nosząca w sobie piastowski rodowód, a po 1945 roku poszukiwano gorączkowo wszelkich śladów polskości. Jednak przez całe stulecia Niemcy uważali, że tylko górna część budowli to kościół, a dolna to rozległa krypta. Taką też nazwą określała to pomieszczenie nauka. Budowa świątyń dwukondygnacyjnych nie jest czymś zupełnie wyjątkowym, ani też nowym. Wznoszono je już w stylu romańskim (np. opactwo w Saint Denis pod Paryżem). Pod koniec XIII wieku budowle tego rodzaju miały już znacznie rozwiniętą symbolikę. Chodzi tu o powszechny kult relikwii, grzebalne przeznaczenie dolnych kondygnacji. Dolna część kościoła jest dużo niższa i częściowo zagłębiona w stosunku do obecnego poziomu gruntu. Budowla jest orientowana. Do części dolnej prowadziły trzy wejścia (obecnie jedno), a do górnej dwa. Elewacje budowli wsparte zostały wysokimi przyporami, o kilku uskokach każda. Kościół dolny podzielony został poziomym gzymsem, obiegającym całą budowlę. Wyżej znajduje się kolejny gzyms pośredni, obiegając budowlą pod oknami górnego kościoła. Podziały horyzontalne dzielą zewnętrzny korpus na trzy strefy. W najwyższej, trzeciej strefie umieszczono smukłe maswerkowe okna. Obie wieże kościelne mają jednak własne, odmienne od korpusu podziały. Dolny kościół ma korpus o pięciu przęsłach prostokątnych w głównej nawie, a kwadratowych w nawach bocznych. Sklepienia wykonano krzyżowo-żebrowe. W kościele górnym zmieniono układ wnętrza. Podzielono je na trzy przęsła, z których dwa wschodnie są kwadratowe - dwukrotnie większe od przęseł dolnych, zaś przęsło ostatnie, zachodnie wykonano, jak dolne - prostokątne. Przypory ścian zewnętrznych poprowadzono zgodnie z podziałem dolnym. Przyglądając się portalom portalom kolegiaty zauważamy, że wykonano je w sposób prosty, pozbawiony wyszukanych detali, czy ozdób. Podobnie rzecz się ma i z innymi budowlami gotyckimi w mieście. Jedynie kruchta południowa - dobudowana zresztą dopiero w końcu XIV wieku, uzyskała rozbudowana formę dwudzielnej arkady zdobionej pinaklami i rzeźbami figuralnymi. Elegancki maswerk w podłuczu portalu przypomina podobne zdobienia w wejściach głównych kościołów w Świdnicy i Strzegomiu. 
Przypuszcza się, że projektantem budowli mógł być najprawdopodobniej, wymieniany jako dworski budowniczy księcia Henryka, mistrz Wiland*** ( średniowieczny budowniczy działający na Dolnym Śląsku, zwłaszcza we Wrocławiu, wzmiankowany w 1284 jako nadworny budowniczy Henryka IV Prawego)...
Nie ma pośród naukowców zgodności co do chronologii powstania świątyni. Wiadomym jest, że budowla powstawała etapami, a nie od razu jako jednolity twór architektoniczny. Ustalono też, że ze względu na niestabilność gruntu w okolicy kolegiaty, fundamenty postawiono od razu dla całej budowli. Pogląd ten jest jednak mocno kwestionowany przez Jakuba Adamskiego - wybitnego znawcę architektury gotyckiej (Jakub Adamski: Gotycka architektura sakralna na Śląsku w latach 1200-1420). Najogólniej przyjmuje się, że prezbiterium powstało w latach 1288-1295, a korpus nawowy przed 1350 rokiem. Najwięcej kontrowersji przy ustalaniu dat poszczególnych etapów budowli, budzi chronologia dekoracji zworników w dolnym kościele. Dzisiejszy układ kościoła byłby więc wynikiem kolejnych korektur projektu pierwotnego. I tak w obrębie prezbiterium wyróżniono trzy fazy, a potwierdzeniem są różne grubości murów i również różne dolne poziomu okien.  Najstarsze są w tym układzie sklepienia dolnego prezbiterium wraz z przyległą doń zakrystią. Granicę tej fazy budowy zobaczyć można w górnym kościele, na wschodniej ścianie transeptu, w postaci dwóch pionowych szwów, w odległości 4 m od arkady tęczowej. Kolejnym etapem budowy jest nawa poprzeczna i częściowo mury dolnego korpusu nawowego. Górny kościół poczęto wznosić dopiero po przykryciu sklepieniami dolnej części chóru (jest to sprzeczne z praktyką budowlaną ale wynika z chęci ukończenia choćby niewielkiej części kościoła w celu pochówku księcia). Biorąc pod uwagę stosunkowo niewielką długość korpusu, można przypuszczać, że najpierw ukończono w pełnym zakresie mury obwodowe i arkady kondygnacji dolnej, a następnie w podobnej kolejności ściany kościoła górnego. Wielkie i wysokie przypory zewnętrzne chóru i transeptu powstały właśnie ze względu na niestabilność gruntu, jak również świadczą o planowanej od początku dwukondygnacyjnej budowli. Łącznie z murami górnej nawy poprzecznej i korpusu nawowego wzniesiono dwie wieże, umieszczone w narożnikach, między transeptem, a nawami bocznymi. w dolnych częściach zawierają one klatki schodowe, komunikujące obie kondygnacje kościoła. Dziś kolegiata świętokrzyska pozostaje nadal jedną z najbardziej tajemniczych budowli gotyckich na Śląsku. Postęp badań i historiografia wciąż dalekie są od jednoznacznego rozwiązania najbardziej wątpliwych kwestii, a zwłaszcza datowania kościoła.
Strzelista wieża południowa śmiało pnie się ku niebu 
Tajemnicza klatka schodowa, której fragment wysunięto poza lico murów łączy dolny kościół z górnym
Wspaniały kamienny wspornik dla wysuniętej części klatki schodowej podtrzymują dwa zwierzaki o głowach lwów i torsach smoków?
To obecnie pełniące funkcję okna jest dobrze zachowanym portalem dawnego wejścia do dolnego kościoła. 
Zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz kolegiaty zachowało się kilka cennych epitafiów i płyt nagrobnych. Szkoda, że te zewnętrzne nie zaopatrzono w daszki i ścianki boczne, chroniące przed niszczącymi czynnikami atmosferycznymi ...
Chimery i maszkarony:
Są ważnymi elementami wrocławskiego "bestiariusza". W krajach obfitujących w złoża kamienia dekoracyjnego (piaskowiec, wapień, marmur, vide francuskie katedry), stało się nieomal obsesją dekorowanie zewnętrznych (rzadziej wewnątrz) elementów świątyń wyszukaną galerią mitycznych stworów i fantazyjnych wyobrażeń wszelkiego rodzaju sług mocy piekielnych. Powstało na ten temat szereg prac naukowych oraz kilka albumów fotograficznych, traktujących w sposób naukowy o temacie. Trzeba przyznać, że twórcy owych stworów dziwnych dokładali niemałych starań, aby ich dzieła dorównywały poziomem artystycznym tym, które dekorują wewnętrzne sacrum kościelne. Wiele takich rzeźb powstało stosunkowo niedawno - np. chimery zdobiące słynną katedrę Notre Dame powstały w XIX w. podczas odnawiania katedry. Jednak większość tych ozdób powstała równolegle z budową kościołów. Można też zauważyć jak destrukcyjnie wpływa na nie czas. Narażone na działanie warunków atmosferycznych podlegają erozji, tracąc w miarę upływu czasu, ostrość krawędzi i siłę wyrazu. Niektóre z chimer odróżnia od maszkaronów ich funkcja w ogólnej strukturze budowli. Te pierwsze pełnią role dekoracji elewacji, gzymsów, naroży i elementów odstających od całości. Drugie zaś spełniają zazwyczaj rolę rzygaczy (gargulców) - wyprowadzenia wód opadowych poza obręb murów - dokładnie tak, jak dziś wykonuje to system rynnowy umieszczony na zewnętrznych krawędziach budynków. Wrocław obok Krakowa jest chyba najbogatszym  w te elementy miastem w kraju. Lektura chimer podczas zwiedzania zabytków miejskich jest wcale ciekawym zajęciem. Polecam użyć w tym celu lornetki lub teleobiektywu w aparacie fotograficznym. Nie jest konieczne wymienianie listy budowli z chimerami w tle, ponieważ prawie wszystkie średniowieczne zabytki miasta posiadają przynajmniej po kilka takich dekoracji ...
Są tak brzydkie, że aż piękne ...

Tu możemy wyraźnie zobaczyć destrukcyjny wpływ czynników atmosferycznych

Podobizna jednego z kamieniarzy? Na pewno tak!



Czy to pies? Czy to bies?  Czyliż romantyczność?


Okna i kunsztowne maswerki:
W chórze kolegiaty najbardziej charakterystyczne są trójpromienne przeźrocza okien w ukośnych ścianach apsydy. Śląsk był pierwszym regionem Europy Środkowej, w którym pojawiły się maswerki trójpłomienne i to od razu w zaawansowanej formie - tu, w kaplicy w Raciborzu i w chórze kościoła klasztornego w Lubiążu. Okna, prócz zachodniego, są trójdzielne o odmiennych kompozycjach maswerkowych w podłuczach. Zarówno w prezbiterium jak i w ścianach naw bocznych maswerki powtarzają się  po dwa na zmianę. Północne skomponowano z trójliści ostrołucznych i kolistych, a laskowania zamykają motywy pięcio i siedmioliścia. Podobne elementy zdobią okna prezbiterium. Natomiast w maswerkach południowych zastosowano nowe motywy zdobnicze - rybie pęcherze oraz odwrotnie ułożone wieloliście. W dwóch oknach rybie pęcherze wkomponowano pomiędzy trzy dolne ostrołuki, a centrum wypełniono czteroliśćmi. Twórca owych kunsztownych maswerków czerpał swoje inspiracje niewątpliwie z krużganków katedralnych w Konstancji. Najbardziej zaawansowane kompozycyjnie są maswerki korpusu w oknie pierwszym oraz trzecim od zachodniej strony. Dominują tu dwie pary niezwykle smukłych, płomieniście giętkich, a przy tym zachowujących symetrię rybich pęcherzy. Wielkie okno zachodnie jest sześciodzielne. Dwie pary po trzy części zamknięto ostrołukami z kołami wypełnionymi rybimi pęcherzami. podłucze wypełnia pięcioliść. Jest to bez wątpienia jedno z najdoskonalszych tego typu okien na całym Śląsku. Zauważyć też warto, że wspaniała kompozycja pięciopłatkowej rozety wywodzi się wprost z południowego ramienia transeptu cysterskiej świątyni w Salem.
Wielkie, sześciodzielne okno zachodnie kolegiaty i niżej podobne w transepcie południowym kościoła cystersów w Salem

Niezwykle kunsztowne maswerki okien  i delikatne laskowania uszlachetniają całość budowli. Można jednak zauważyć, że laskowania niektórych okien pozbawione są kapitelików. Prawdopodobnie ma to związek z pracami remontowymi prowadzonymi w latach 1843 i 1898 - wówczas to dokonywano napraw i uzupełnień przeźroczy
Tak wspaniałą kolekcję maswerków okiennych znajdziemy jeszcze w pobliskiej katedrze oraz równie bliskim kościele N.M.Panny na Piasku
W oknach prezbiterium laskowania zakończone są głowicami kielichowymi o motywach roślinnych. Na głowicach wspierają się trzy trzy mniejsze ostrołuki oraz jeden duży, tworzący zamknięcie dla wypełniających je maswerków


Fasada południowa kolegiaty i piastowski orzeł z IV wieku.  

Wykonany z blachy miedzianej ptak, pochodzący najprawdopodobniej aż z XIV wieku !, mimo licznych wojen i historycznych zawirowań szczęśliwie przetrwał do naszych czasów i dziś majestatycznie spogląda z góry na zwiedzających Ostrów Tumski. W latach powojennych z wolna zarastał bluszczem i winoroślą, tak że przez pewien okres czasu stał się prawie zupełnie niewidoczny, dziś jest zupełnie odsłonięty. A niewiele brakowało, by bezpowrotnie został zniszczony... Nie podobał się Niemcom w latach trzydziestych XX wieku. Co prawda główne źródła pisane mówią o jakichś tajemniczych nazistach, o nie określonej narodowości - ale to nie prawda. Nikt nie potrafi dziś udowodnić w sposób jednoznaczny orientacji, ani przynależności politycznej ówczesnych decydentów w mieście. Ale za to doskonale wiadomo, że miastem rządzili nie Marsjanie, ani Amerykanie tylko Niemcy. I to oni właśnie kazali usunąć orła z fasady kolegiaty. Był bowiem dla nich symbolem rodu Piastów i piastowskiej tradycji średniowiecznego Wrocławia. Jak pisze Pan Wojciech Chądzyński cyt. "Wydano polecenie i dwóch robotników, uzbrojonych w liny, siekiery oraz łom, zjawiło się pod kościołem św. Krzyża. Jeden z nich, stojąc na parapecie niewielkiego okienka w jednym ze szczytów południowej ściany, długim drągiem próbował strącić orła. I wówczas stała się rzecz niezwykła. Niespodziewany podmuch wiatru strącił robotnika w dół. Przed roztrzaskaniem o kamienne schody prowadzące do kościoła uratowała nieszczęśnika lina, którą był starannie obwiązany. Jednak - jak głosi plotka - najbardziej zaskakujący w tym całym wydarzeniu był fakt, że akurat w tym dniu pogoda była całkowicie bezwietrzna, a na niebie nie było najmniejszej chmurki. Kilka dni później powtórzono próbę ściągnięcia niewygodnego politycznie orła. Jednak i tym razem zamiary kolejnego śmiałka spaliły na panewce. Kiedy był już blisko miedzianego ptaka, również i jego niespodziewany podmuch strącił z kościelnej ściany. Tym razem jednak zabezpieczająca go lina pękła i biedak srogo się poturbował, spadając na kościelne schody. Magistraccy urzędnicy nie dawali jednak za wygraną i polecili zdjąć orła wrocławskim strażakom. Ci pod kolegiatę pojechali wozem, na którym była zamontowana najdłuższa drabina w mieście. Jednak podczas jej wysuwania pękł łańcuch i spadając z bębna, ranił, na szczęście niegroźnie, jednego ze strażaków.Po tym wypadku drabinę oddano do naprawy, a w magistracie nikt już więcej polecenia zdjęcia orła nie wydał. Być może urzędników koniec końców odstraszyły nieszczęśliwe wypadki, może też uwierzyli w nadprzyrodzone siły strzegące piastowskiego orła, a może po prostu stwierdzili, że jednak cała ta sprawa nie warta jest aż takiego zachodu".
Od tego czasu nikt już nie niepokoił miedzianego ptaka i symbol piastowskiego rodowodu średniowiecznego miasta pozostaje do dziś na swoim miejscu. Czytając opracowania dotyczące historii kolegiaty, można się spotkać z opinią, że blaszany orzeł nie jest oryginałem z czasów Henryka IV, lecz że pochodzi z okresu późniejszego, z około 1600 lat. Nie zmienia to jednak w niczym opowieści o próbach strącenia ptaka w XX wieku. Według niektórych historyków nie ma też pewności, że miedziany ptak to orzeł piastowski - brak mu bowiem typowej przepaski. Być może zbyt pochopnie okrzyknięto (zaraz po wojnie) ptaka orłem piastowskim - w domyśle polskim, a być może nie. Temat pozostaje otwarty.

Kościół Św. Bartłomieja (dolny):
Z przekazów pisanych wynika jednoznacznie, że dolny kościół przeznaczony był do wyłącznego użytku mansjonarzy (grupy kapłanów zobowiązanych do odprawiania nabożeństw anniwersaryjnych w intencji zmarłych przodków fundatora), i konsekwentnie nazywany był kryptą (cripta, niem. Gruft). Ołtarz główny według zapisku z 1351 roku, był poświęcony Św. Trójcy, św. Bartłomiejowi i św. Jadwidze. Ciekawa jest tu zbieżność z wezwaniem kościoła trzebnickiego, w którym podobną, acz mniejszą kryptę grzebalną zbudowano pod wezwaniem św. Bartłomieja. Kościół dolny, założony na tym samym planie co górny, różnią się jednak sposobem rozwiązania wnętrza, co jest bezpośrednim wynikiem dużej różnicy wysokości obu wnętrz. Kościół św. Bartłomieja wyróżnia wydłużone prezbiterium, transept oraz trójnawowy korpus. Trójprzęsłowe prezbiterium zakończono poligonalnie i przykryto sklepieniem krzyżowym. Zebra sklepień wsparto na niskich półfilarach. W pierwszym przęśle po stronie wschodniej umieszczono wejście do niewielkiej zakrystii, o szerokości mieszczącej się między przyporami. Okien jest niewiele i rozmieszczono je po stronie południowej i wschodniej.
Szeroki łuk tęczowy oddziela prezbiterium od transeptu. Masywne filary na kwadratowym skrzyżowaniu mają przekrój krzyżowy. Szerokie ramiona transeptu mają po jednym przęśle prostokątnym i po jednym wielobocznym. Sklepienia krzyżowo-żebrowe o przęsłach rozdzielonych gurtami. Korpus nawowy podzielono na trzy nawy i pięć przęseł. Nawę główną przykryto sklepieniem krzyżowo-żebrowym o przęsłach prostokątnych, a nawy boczne sklepieniami krzyżowo-żebrowymi o przęsłach kwadratowych. Kruchta, prowadząca do wnętrza krypty od południa, powstała w drugiej połowie XIV w. Wbudowano ją pomiędzy skarpy - podobnie jak wyżej wspomnianą zakrystię. Przykryta jest sklepieniem sieciowym, wspartym na konsolach. Uwagę zwraca wybitny relief zwornikowy, przedstawiający popiersie św. Jadwigi, księżnej i patronki Śląska, prababki fundatora kolegiaty. Relief, będący wspaniałym przykładem rzeźby środkowouropejskiej, porównywany jest z najlepszymi dziełami tej epoki. Św. Jadwigę przedstawiono niezwykle ekspresyjnie: mocno wygiętą, z gracją trzymającą model kościoła i przedmiot przypominający różaniec.
Najstarszą częścią dolnego kościoła, a zarazem całej kolegiaty jest monumentalny, dwukondygnacyjny chór, złożony z trzech prostokątnych przęseł i apsydy na planie 5/8 ośmioboku oraz oraz dwuprzęsłowej zakrystii, przyległej do północy (vide rzut poziomy kościoła). Natomiast niezwykle wydatne przypory chóru świadczą o planowanej od początku dwukonygnacyjności budowli. W zachodniej ścianie transeptu znajduje się wejście do północnej wieży, zbudowanej w narożu między transeptem, a ścianą korpusu. Dolna część kolegiaty ma niewiele kamiennych detali architektonicznych. należą do nich zworniki sklepienne, fragmenty żeber oraz okna. W prezbiterium żebra wtopione są w półfilary. Okna w prezbiterium mają ościeża uskokowe, natomiast w nawach i w transepcie zastosowano ościeża rozchylone. Kamienne zworniki mają kształty koliste, o formach tarcz herbowych. Powierzchnie tarcz są zarówno gładkie jak i zdobione płaskorzeźbą. Uważa się że, zespół pięciu zworników heraldycznych w transepcie związanych jest z aktem fundacyjnym. I tak, od południa ku północy widzimy herby: Judyty Mazowieckiej, matki Henryka IV (orzeł bez przepaski i korony), księcia Bolesława Wstydliwego (orzeł w koronie), trzeci herb już nie istnieje, ale znamy go z opisu. Przedstawiał orła bez przepaski i korony (zapewne cesarski), jest też herb króla czeskiego Przemysła Ottokara II, na dworze którego wychowywał się Henryk IV (tarcza uszkodzona, przedstawiająca lwa w koronie wspiętego w prawo z przewiązanym i rozdwojonym ogonem), księcia Władysława arcybiskupa salzburskiego oraz księcia Henryka III Białego, który był ojcem księcia Henryka IV (orzeł z przepaską na piersi i skrzydłach). Przyglądając się całości założenia dolnego kościoła, odnosi się wrażenie przygniatającej ciężkości konstrukcji. Tego wrażenia nie zniwelują nawet rozległe partie na skrzyżowaniu transeptu z nawą i prezbiterium. Być może dawna nazwa krypta jest tu bardziej zasadna niż tylko historyczna.
Wymiary: prezbiterium szerokość 9,50 m; długość 24,7 m; wysokość 7,20 m. Transept szerokość 9,20 m; długość 36,20 m; wysokość 7 m. Nawy: szerokość 21,3 m; długość 21,3 m;  wysokość 7,5 m.
Zdjęcia ilustrujące dolną część powstały w czasie trwania wystawy reprodukcji fresków Michała Anioła z Kaplicy Sykstyńskiej.  Z jednej strony przysłoniły one całokształt sklepień, a z drugiej umożliwiły swobodne poruszanie się po zamkniętych zazwyczaj wnętrzach:
Nawa główna kościoła obecnie zasłonięta freskami Michała Anioła (reprodukcjami oczywiście)
Witraże dolnego kościoła zdobią tajemnicze i niezwykle piękne dzieła Jerzego Nowosielskiego - naszego najbardziej znanego pisarza ikon

Płyty nagrobne w dolnej krypcie

Nawa boczna północna. Zamknięta od góry sklepieniami krzyżowymi o ceglanych żebrach. Zworniki wykonano z kamienia bez ozdób (za wyjątkiem zworników w transepcie)
Ceglane żebra sklepień są wyraźnie profilowane

W ostatnim zachodnim przęśle nawy głównej umieszczono niewielki prospekt organowy
Żebra sklepienne wykonane z cegieł spływają na niskie, masywne półfilary wieloboczne
Konsole żeber, podobnie jak w górnej kondygnacji, wykonano z piaskowca

Ceglane, profilowane żebra sklepień naw bocznych zaopatrzono w zworniki i płaskich gładkich tarczach

W transepcie zachowały się dwie chrzcielnice


Ramiona transeptu składają się z jednego przęsła prostokątnego i drugiego wielobocznego
Zespół heraldycznych zworników zdobią orły piastowskie




Piękny i cenny zwornik z reliefem przedstawiającym księżną Jadwigę - prababkę fundatora świątyni.
Księżną przedstawiono w mocno wygiętej pozie, trzymającą z gracją model kościoła oraz różaniec
Zupełnie odmienny charakter od heraldycznych mają te dwa zworniki. Są one umieszczone w sklepieniach przęseł zachodnich. A datowane znacznie później od pozostałych  zworników dolnego kościoła. Przyjmuje się datę 1330-1340. Górny z sześcioma liśćmi charakterystycznie sfalowanymi, a dolny przedstawia lwa wśród listowia

Unikatowa wystawa dzieł Michała Anioła dominuje nad całym wnętrzem dolnego kościoła. Ale to akt tymczasowy. Ktoś ma szczęści zobaczyć prace artysty na tle wspaniałych gotyckich wnętrz, a ktoś będzie miał szczęście obcować z surowym i majestatycznym gotykiem, po zamknięciu wystawy 

Skrzyżowanie nawy z transeptem

Sklepienia prezbiterium niestety pobielono


Wewnętrzna klatka schodowa w wieży północnej, łącząca oba kościoły:
To bardzo ciekawy fragment budowli. Są tu pomieszczenia ozdobione ładnymi detalami kamieniarskimi. Cała klatka przypomina wnętrza gotyckich zamków.
Wewnętrzna klatka schodowa łączy kościół dolny z górnym. Z pozoru nieciekawe ciasne przejście w części górnej przekształca się w bardzo interesujący przedsionek o złożonej artykulacji architektonicznej

Zupełnie jak w starych gotyckich zamczyskach

Niewielki, ceglany portalik sygnalizuje, że docieramy do bardziej złożonego wnętrza, choć to nadal klatka schodowa
Wnętrze klatki ma tu dość skomplikowany układ. Sklepienie, po części zamknięte krzyżowo, zdobi okazały i piękny kamienny zwornik z veraikonem 

Wewnętrzna część portalu wprowadzającego do górnego kościoła. W archiwolcie piękna kamienna maska. Portal ten znany jest bardziej od drugiej strony, gdzie w tympanonie oglądać możemy piękny "Tron Łaski"

Diablik zamykający od dołu jeden ze wsporników

A to nic innego jak klatka schodowa w klatce schodowej - ciekawe prawda?

Ileż uroku ma to okienko, nawet na tak kiepskim zdjęciu

Kościół Św. Krzyża (górny):
Wymiary: prezbiterium długość 24,6 m, szerokość 9,8 m, wysokość 18,6 m; transept długość 34,8 m, szerokość 9 - 9,24 m, wysokość 18,8 m; korpus nawowy długość 23,3 m, szerokość 21,4 m, wysokości - nawa główna 18,37 m, a nawy boczne 18,27 m. porównując wymiary dolnego i górnego kościoła zauważamy, że dolny ma tylko niewiele węższe wnętrza, spowodowane większą grubością murów, co jest oczywiste, zważywszy, że dolne mury dźwigają masę obu kościołów. Zauważyć warto, że rozmiary korpusu i liczba jego przęseł nie są przypadkowe, bowiem wewnętrzna długość naw kościoła jest niemal równa długości chóru, co podkreśla centralizującą kompozycję całej budowli.Moduł rzutu wyznaczyło tu kwadratowe przęsło skrzyżowania. Ponadto usytuowanie wież kościoła pomiędzy transeptem, a nawami bocznymi silnie wzmacnia wrażenie centralności kolegiaty. Cały kościół wzniesiono z cegieł o gotyckim układzie, natomiast detale architektoniczne wykonano z piaskowca. Górny kościół ma rzut krzyża, z wydłużonym prezbiterium i transeptem zamkniętym wielobocznie w obu ramionach. podział przęseł jest tu zgodny z podziałem w części dolnej. Uważa się, że jest to pierwsze tak monumentalne w rozmiarach, trójboczne prezbiterium na całym Śląsku. W części prezbiterialnej zrezygnowano całkowicie z elementów artykulacji pionowej. Żebra sklepienne zakończone kamiennymi konsolami wnikają w ściany w ich górnych częściach, pozostawiając części dolne gładkie. Żebra chóru są trójłucznie nacięte, co koresponduje z delikatnymi żłobkami kamiennych wsporników. Miedzy przęsłami umieszczono wysokie okna o rozchylonych ościeżach. Takie operowanie gładkim licem nieartykułowanego muru, przy jednoczesnym kontrastowym bogactwie maswerków i pomysłowości wyrafinowanego detalu architektonicznego, było u schyłku XIII wieku awangardowym rozwiązaniem. Transept wyposażono w okna jedynie w wielobocznych zamknięciach ramion. Korpus nawowy tworzy trójnawową halę o trzech nierównych przęsłach. Dwa z nich w nawie głównej są kwadratowe, a trzecie zachodnie jest połową kwadratu. W nawach bocznych odwrotnie, dwa przęsła są prostokątne, a zachodnie zbliżone do kwadratu. Filary międzynawowe o przekroju ośmioboku pozbawione są strefy głowic i płynnie przechodzą w łęki międzynawowe. Kwadratowe przęsła nawy głównej, podobnie jak kwadrat na skrzyżowaniu naw z transeptem przykryto sklepieniem gwiaździstym. Ostatnie, prostokątne przęsło zamknięto sklepieniem krzyżowym. W nawach bocznych prostokątne przęsła zamknięto sklepieniami trójpolowymi, wspartymi na pięciu wspornikach - na dwóch filarach oraz na trzech wspornikach na ścianach zewnętrznych. Wejście do górnego kościoła prowadzi od strony południowej po wysokich schodach i poprzez kruchtę, umieszczoną pomiędzy dwiema przyporami przęsła środkowego. Kruchtę przykryto sklepieniem sieciowym, wykonanym z kamienia, wspartym na ładnie rzeźbionych kapitelach. Drugie wejście znajduje się po stronie północnej i prowadzi z dolnego kościoła poprzez ciekawą i bogatą w detale kamieniarskie klatkę schodową (klatkę ilustrują zdjęcia umieszczone powyżej). Po stronie północnej, pomiędzy transeptem a prezbiterium zbudowano zakrystię (zakrystia jest dwupiętrowa) i wieloboczną kaplicę. Warsztat budowlany, który wzniósł korpus nawowy kolegiaty w sposób iście nowatorski, nie pozostawił na Śląsku żadnego innego dzieła. Kolegiata jest więc jego jedyną realizacją. Natomiast jest oczywiste, że warsztat ten, pochodzący najprawdopodobniej z Austrii, czerpał wzory i szukał inspiracji w kilku znakomitych budowlach Zachodniej Europy, wśród których za pewne uznaje się kościół cysterski w Heiligenkreuz, kościół dominikanów w Krems, czy kościół farny w Kalkarze. Natomiast lansowane czas jakiś temu poglądy, o pierwowzorze korpusu kolegiaty w katedrze w Kwidzynie, są mylne i nie uwzględniają błędnego datowania początków kwidzyńskiej budowli, rozpoczętej dopiero w 1342 roku.
 Widok centralny ku prezbiterium. Po bokach widoczne ściany transeptu. Wnętrze jest tak rozległe, że nawet obiektyw szerokokątny nie zupełnie sobie radzi. Zbyt mocna korekta perspektywy powoduje mocne zawężenie obrazu. Warto zauważyć, że prezbiterium, transept i nawy boczne mają ożebrowania sklepień ceglane. Natomiast nawa główna została ozdobiona ożebrowaniem kamiennym
 Fragment nawy głównej i południowej w kierunku zachodnim. Widoczne dobrze sklepienia gwiaździste nawy głównej
 Sklepienia kolegiaty to prawdziwa symfonia - gwiaździste kamienne żebra nawy głównej w harmonii z ceglanymi trójpolowymi żebrami naw bocznych - uczta dla oka
Zamknięcie nawy głównej od zachodu z prospektem nowych organów (instrument koncertowy). W tle wielkie okno centralne bogato rozczłonkowane laskowaniami maswerków
  Pięcioboczne zamknięcie ścian prezbiterium od wschodu. Ceglane sklepienia krzyżowo-żebrowe wspierają się tu na kamiennych konsolach podwieszonych wysoko. Wspaniale z tej perspektywy prezentują się witraże oprawione w subtelne maswerki okien. Ołtarz główny kolegiaty już nowy - przeniesiony w 2019 roku z katedry wrocławskiej
Prezbiterium kolegiaty ze starym ołtarzem - obecnie zawieszonym wysoko na ścianie zachodnie północnego ramienia transeptu
Jeszcze raz zamknięcie prezbiterium z witrażami i starym ołtarzem. Twórcom chóru udało się osiągnąć kapitalny efekt lekkości przesklepienia dzięki całkowitej rezygnacji z artykulacji pionowej oraz wyszukanej formie rozrzeźbionych wsporników żeber

Ołtarz główny obecny:
W nastawie ołtarza (retabulum) ustawiono przepiękny pentaptyk późnogotycki z 1522 roku, przedstawiający scenę zaśnięcia N.M.Panny, a przeniesiony do katedry ze zrujnowanego wówczas kościoła ewangelickiego w Lubinie (dokładniej rzecz ujmując, ołtarz ten już przed wojną był porzucony przez ewangelików lubińskich. Został przewieziony z Lubina do Wrocławia na wystawę sztuki sakralnej i we Wrocławiu już pozostał do końca wojny, znajdując schronienie w zbiorach Muzeum Archidiecezjalnego, a według innych źródeł w Muzeum Śląskim). Skrzydła przedstawiają sceny Męki Pańskiej, a predella Ostatnią Wieczerzę. Ołtarz wcześniej poddano gruntownej konserwacji i renowacji w pracowni konserwatorskiej w Krakowie. Warto zaznaczyć, że na Dolnym Śląsku mamy kilka takich ołtarzy, obrazujących zaśnięcie N.M.Panny. W katedrze i w kościele św.Stanisława i św. Wacława w Świdnicy znajdziemy te najbardziej znane. Oba są wysokiej klasy dziełami snycerskimi i dla obu oznaczono ich pochodzenie ze szkół wzorujących się na  pracowni Wita Stwosza, co nie powinno dziwić zważywszy, że u Mistrza Stwosza w Krakowie uczyło się , praktykowało i pracowało wielu artystów i rzemieślników pochodzących z Wrocławia. Warto również zauważyć, że zaraz po wojnie i odbudowie kolegiaty, ustawiono w ołtarzu głównym jeszcze inny pentaptyk pokazujący scenę zaśnięcia N.M.Panny. Czy to przypadek, czy też Matka Boża upodobała sobie ten kościół? 
Wspaniały pentaptyk ze sceną Zaśnięcia  N.P.Marii  znalazł nowe ale i godne miejsce w kolegiacie świętokrzyskiej. Jeszcze niedawno zdobił katedrę, teraz uświetnia wnętrze kolegiaty. Czy to już kres jego wędrówek po Dolnym Śląsku?  Czas pokaże
Pięć pełnopostaciowych figur ustawionych na skrzyni ołtarza  zdaje się pochodzić z okresu późniejszego i nie wykazywać związku z treścią samego ołtarza. Ponadto ich rozmiary są nieproporcjonalnie duże w stosunku do  centralnej sceny w ołtarzu. Każda z figur stoi pod własnym, koronkowym  baldachimem. Rozpoznajemy wśród nich od lewej strony: Św. Jana Chrzciciela- patrona świątyni, Św. Jadwigę - patronkę Śląska, Madonnę z Dzieciątkiem, Św. Helenę i Św. Krzysztofa.  Natomiast dla patrzących z oddalenia całość komponuje się  całkiem dobrze
Warto zwrócić uwagę, że w ołtarzu nie tylko szafa główna jest rzeźbiona ale i skrzydła boczne mają płaskorzeźbione, a nie malowane  sceny
Szafa główna przedstawia zaśnięcie N.P.Marii w otoczeniu dwunastu apostołów. Relief postaci jest dość płytki, co jasno wskazuje, że twórca ołtarza nie celował w rzeźbie figuralnej. Sylwetka Marii jest nieco sztywna, jakby opadająca z nóg ale dość zgrabnie podtrzymywana przez Św. Piotra. Jej sylwetka jest bardziej centralna niż w ołtarzach wzorujących się wprost na warsztacie Stwosza.  Twarze apostołów ujęte są w skupieniu i w powadze chwili. Fałdy szat poprowadzone są bardzo zgrabnie.  Oba skrzydła przedstawiają sceny z Męki Pańskiej. W predelli scena Ostatniej Wieczerzy. Na rewersach skrzydeł widnieją sceny biblijne, zaś  antependium ołtarza głównego, wykonane na początku XVIII w. prze złotnika augsburskiego Abrahama II Drentwetta, przedstawia Wrzucenie św. Jana Apostoła do kotła, Ścięcie św. Jana Chrzciciela i Męczeństwo św. Wincentego. Natomiast przytłacza nieco zbyt monotonnie, a nawet natrętnie  użyte złocenie szat oraz tła. Sprawia to, że ołtarz oglądany z bliska "świeci"  i zatraca swoją czytelność...
W skrzydle lewym rozpoznajemy sceny Biczowania i Cierniem Ukoronowania Pana Jezusa. W prawym Piłat umywa ręce i dźwiganie krzyża przez Chrystusa. Pozostałe, zwykle zamknięte sceny na skrzydłach ołtarza, są malowane i wyobrażają: Ofiarę Joachima, Ofiarowanie Jezusa w świątyni, Isabel, Eliasz na pustyni, Daniela przed królem, Ofiarę Izaaka, Mojżesz i wąż, Chrystus w świątyni, Estera, Saul, Abraham i Melchizedech.
Predella ze sceną Ostatniej  Wieczerzy. Uwagę zwracają - zachwiane nieco - proporcje w wielkościach postaci pierwszoplanowych (przed stołem), a dalszych, które to nie powinny być większe do tych pierwszych. Umieszczanie scen z Ostatniej Wieczerzy w predellach ołtarzy szafkowych pochodzi z czasów reformacji. 
Dawny ołtarz główny:
Wcześniejszym ołtarzem głównym w kolegiacie był późnogotycki pentaptyk z  roku 1503 (inne źródła podają rok 1505 jako datę powstania ołtarza),  przedstawiający Marię z Dzieciątkiem, św. Jakubem i św. Katarzyną. Pochodzi on z Przecławia koło Szprotawy i jest dziełem powstałym w pracowni Mistrza z Gościeszowic. Do Kolegiaty trafił po II wojnie światowej. Obecnie tryptyk umieszczono na ścianie zachodniej północnego ramienia transeptu.
Ukształtowanie nastawy należy do typowych na Śląsku. Operuje tradycyjnym schematem trójosobowych grup prezentujących świętych.
Scena główna tryptyku przedstawia Marię z dzieciątkiem w towarzystwie św. Katarzyny Aleksandryjskiej i św. Jakuba (muszelka na kapeluszu). Interesująca jest postać Dzieciątka ubranego i półleżącego na rękach Marii, przy czym jedną rączkę wspiera ono o kolano zgiętej nóżki. Ten układ postaci, znany z przedstawień kręgu Madonn na Lwach, utrzymuje się też i wśród pięknych Madonn w pierwszej połowie XV w., a w połowie stulecia bardziej popularne jest ubieranie Dzieciątka w koszulkę. W drugiej połowie XV wieku leżące Dzieciątko występuje często na terenach południowych Niemiec, natomiast w rzeźbie śląskiej tego czasu zostało ono ukazane w ten sposób w najwybitniejszym dziele tego okresu — figurze Marii z Dzieciątkiem z Sobótki, i to, być może, uwarunkowało na Śląsku dalszą popularność tego rodzaju przedstawień

W skrzydłach bocznych odnajdziemy dwunastu apostołów

W predelli scena odwiedzin Maryi z dzieciątkiem przez św. Annę (Święta Rodzina)

Był też przepiękny pentaptyk ze sceną zaśnięcia N.M.Panny (obecnie w zbiorach Muzeum Archidiecezjalnego). Zdjęcie pochodzi ze strony: https://polska-org.pl/908953,foto.html?idEntity=511547


W nawach bocznych kolegiaty powstały po dwa przęsła o dwóch filarach i trzech przyporach, przykrytych sklepieniami pięciopodporowymi 

Ostrołukowy portal z XIII w. prowadzący do górnej zakrystii. Drobno rozwarstwione ościeża pozbawione są ozdób i opasek kapitelowych

Wnęka na sedilia w południowej ścianie apsydy górnego chóru. Sedilia te reprezentują jednak zupełnie odmienny typ w porównaniu z pobliską kaplicą zamkową Św. Marcina, czy bazyliką strzegomską

Delikatnie zaznaczony łuk tęczowy łączący chór z przęsłem transeptu

Ściana północna chóru i portal wejściowy do górnej zakrystii

Nasada żeber sklepiennych na północnej ścianie chóru. Ceglane żebra są tu trójłucznie nacięte, co koresponduje z delikatnymi żłobkami kamiennych wsporników

Wnętrze górnego kościoła wciąż nie przestaje zachwycać swoją przestronnością, idealną równowagą kierunków, harmonią stylu i elegancją sklepień

Górna część południowego filara arkady tęczowej górnego chóru

Dla porównania - u góry sklepienie północnego ramienia transeptu kolegiaty, u dołu takież samo skrzydło w akademickim kościele św. Macieja we Wrocławiu

W rokokowym ołtarzu południowego ramienia transeptu umieszczono współczesną kopię dzieła Johanna  Rottmayera "Zdjęcie z Krzyża" ( Rotmajer - wybitny austriacki malarz i freskant barokowy, to własnie jego freski zdobią sklepienia Kościoła Uniwersyteckiego we Wrocławiu).Obraz świetnie koresponduje z podobnych rozmiarów  płótnem w północnym ramieniu.

Rokokowy ołtarz w północnym ramieniu transeptu to dzieło Johanna Liszki (czeski malarz doby późnego baroku, wywodzący się ze Śląska, uczeń M. Willmanna) przedstawiające "Znalezienie Krzyża przez św. Helenę"

Na ścianie zachodniej nawy południowej zachował się fragment średniowiecznego malowidła ściennego

Wewnętrzny portal północny, a w nim datowany na 1350 r. wspaniały tympanon fundacyjny. Przedstawia fundatora, księcia Henryka IV Probusa, trzymającego w ręku model kolegiaty świętokrzyskiej. Towarzyszy mu żona Matylda Brandenburska. Oboje adorują Tron Łaski. Pośrodku Bóg Ojciec prezentuje krzyż w formie drzewa życia z rozpostartym na nim Chrystusem i unoszącą się powyżej gołębicą - symbolem Ducha Świętego. Temat ten, związany z pochówkami, prezentowano m.in. na epitafiach w pobliżu grobów i na cmentarzach. Symbolizował wstawiennictwo Chrystusa. Tympanon fundacyjny jest więc w tym przypadku rodzajem epitafium (Tron Łaski – przedstawienie ikonograficzne ukazujące Trójcę Świętą. Przez to pojęcie rozumie się przedstawienie, głównie w sztukach plastycznych, w którym Bóg Ojciec trzyma w dłoniach swego Syna ukrzyżowanego. Duch Święty jest ukazywany w postaci gołębicy umieszczanej najczęściej nad krucyfiksem. Także do tego typu ikonograficznego zalicza się wyobrażenia, gdzie Bóg trzyma ciało Chrystusa tuż po zdjęciu z krzyża).
Północny portal wewnętrzny.

Wspaniały tympanon portalu zdobi przedstawienie Tronu Łaski z klęczącą po obu stronach parą fundatorów: księciem Henrykiem IV Prawym  trzymającym przed sobą model kościoła i jego małżonką Matyldą. Sam układ kompozycji to jakby odległe echo romańskich tympanonów fundacyjnych Włostowiców (Trzebnica, kościół N.M.Panny na Piasku, tympanon Jaksy). Również ciężki zarys sylwetki Boga Ojca nadają temu dziełu cechy archaizmu. 


Anioł w zworniku sklepiennym w prezbiterium wyróżnia się pośród innych zworników, jako przedstawienie samodzielnej postaci ludzkiej. Swoją formą wykazuje też związek z dekoracją kamieniarską ambitu i prezbiterium katedry wrocławskiej

Wsporniki żeber oraz klucze sklepień powtarzają najczęściej motyw liściastych masek. Czasem łodygi liści wyrastają z głów ludzkich niczym z wazonów. Podobieństwo warsztatowe ze zwornikami z kościoła akademickiego św. Macieja jest uderzające. Ale to ten sam warsztat kamieniarski...

Wysokiej klasy zworniki - z przedstawieniami anioła w locie, maski liściastej oraz rozet złożonych z kilku warstw liści - wykonane zostały przez rzeźbiarzy przybyłych prawdopodobnie z samej Pragi 


Gzymsowe wsporniki na filarach transeptu i na zachodniej ścianie kościoła ozdobiono małymi główkami ludzkimi. Stylizacja, typ twarzy, okrągłe wypukłe gałki oczne zbliżają je do kręgu rzeźb warsztatu Parlera.  Na tym tle wyjątek stanowi niezwykle urodziwy zwornik z popiersiem i tarczami herbowymi fundatora księcia Henryka IV. Zwornik ten znalazł miejsce w sklepieniu zakrystii i jest na ogół niedostępny dla zwiedzających. Podobne zaakcentowanie motywów heraldycznych widać jeszcze w zwornikach transeptu dolnego kościoła

Naroża transeptu podkreślono wąskimi, liściastymi gzymsami z figurkami małp

Witraże:
Światło wypełnia równomiernie wnętrze kościoła, docierając do wszystkich zakamarków. Dzięki wielkim i licznym oknom iluminacja wnętrza pozwala dostrzec wszelkie szczegóły i detale jego wyposażenia, zarówno w nawach, których ściany pobielono, jak i w prezbiterium mimo, że tam ściany pozostawiono ceglane. Zachowaniu jasności wnętrza nie przeszkodziło też wypełnienie okien witrażami. Są one zupełnie inne od tych z pobliskiej katedry. Tamte są stylistycznie związane ze sztuką średniowiecza i z całą świadomością nawiązują do sztuki witrażowej francuskich katedr. W kolegiacie  zastosowano dywanową formę witraży, mającą na celu podkreślenie dużej liczby okien i ażurowego charakteru wnętrza. Są to witraże współczesne,  zaprojektowane przez Konstantego Łyskowskiego, a wykonane przez pracownię witraży Zbigniewa Jaworskiego. Pieczę nad całością oszklenia jak i finansami sprawował ksiądz infułat Adam Drwięga. Czytać je można także z zewnątrz kościoła, co jest swego rodzaju ewenementem.
Centralny motyw w witrażach prezbiterium to Tron Łaski - w oczywisty sposób nawiązuje do tympanonu w gotyckim portalu północnej nawy bocznej.
Trzy witraże w prezbiterium z medalionami w 70-80 proc. zostały pokryte patyną. Każda kwatera wzmocniona została dwoma wiatrownicami. Wszystkie szkła malowano ręcznie i wypalano w piecu w temperaturze 650°C.


Po obu stronach Tronu Łaski umieszczono symetrycznie anioły zbierające w kielichy krew Chrystusa - symbol Eucharystii

W oknie wschodnim medaliony w trzech witrażach spina barwna tęcza. Przedstawiają one, środkowy w części centralnej Trójcę Świętą (Tron Łaski): Boga, Ojca i Ducha Świętego (w postaci gołębicy) oraz, z obu stron symetrycznie, anioły zbierające do trzymanych w dłoniach kielichów krew Chrystusa, symbol Eucharystii. Sceny te wkomponowane są w powtarzający się motyw krzyża greckiego, zdobiony główkami aniołków, nawiązujący do wezwania kościoła (Świętego Krzyża). Wokół głównych scen, przedstawionych w medalionach, oraz w podparciu maswerku umieszczono żółty ornament roślinny. Czerwień środkowej części okien oraz zamknięcie maswerku jest odniesieniem do krwi Chrystusa – Ukrzyżowania i Odkupienia przez krew. Z kolei kolor fioletowy w bocznej części okien wskazuje na pokutę, żałobę. Maswerki są oparte na bazie ornamentu roślinnego. Rozwiązanie medalionów w oknach prezbiterium harmonizuje z tryptykiem ołtarza głównego (już nie aktualne), a Scena Trójcy Świętej nawiązuje do sceny w portalu północnego wejścia do kościoła.
Jeszcze jeden rzut oka na niezwykle kunsztowne zamknięcie górnych partii apsydy prezbiterialnej. Pięknie wkomponowano tu współczesne witraże w delikatny ażur średniowiecznych maswerków
Wielkie okno zachodnie. maswerki i laskowania dzielą je na sześć pól, w ostrołuku ujętych w dwie pary, nad którymi umieszczono rozetę.
W oknie tym, w witrażu heraldycznym występują dodatkowo farby na złocie, a w tarczach herbowych szkła dwuwarstwowe grawerowane z konturem. Maswerki, bogato udekorowane, we wszystkich oknach są malowane patyną (światłocienie) i konturem. Witraż heraldyczny i trzy witraże w prezbiterium z medalionami w 70-80 proc. zostały pokryte patyną. Każda kwatera wzmocniona została dwoma wiatrownicami. Wszystkie szkła malowano ręcznie i wypalano w piecu w temperaturze 650°C.

Opis oszklenia kościoła zaczerpnąłem z bardzo ciekawej pracy Danuty i Tomasza Lesiów "Motyw krzyża w witrażach kościoła Świętego Krzyża we Wrocławiu" (adres strony podałem w wykazie tekstów źródłowych):
"Szkło okienne pochodzi z Jasła. Na nim umieszczono opracowania malarskie zakładane emaliami (kolor szkliwa podbarwiony kolorem i srebrem, jako żółcień). W oknie zachodnim, w witrażu heraldycznym występują dodatkowo farby na złocie, a w tarczach herbowych szkła dwuwarstwowe grawerowane z konturem. Maswerki, bogato udekorowane, we wszystkich oknach są malowane patyną (światłocienie) i konturem. Witraż heraldyczny i trzy witraże w prezbiterium z medalionami w 70-80 proc. zostały pokryte patyną. Każda kwatera wzmocniona została dwoma wiatrownicami. Wszystkie szkła malowano ręcznie i wypalano w piecu w temperaturze 650°C.
W oknie wschodnim medaliony w trzech witrażach spina barwna tęcza. Przedstawiają one, środkowy w części centralnej Trójcę Świętą: Boga, Ojca i Ducha Świętego (w postaci gołębicy) oraz, z obu stron symetrycznie, anioły zbierające do trzymanych w dłoniach kielichów krew Chrystusa, symbol Eucharystii. Sceny te wkomponowane są w powtarzający się motyw krzyża greckiego, zdobiony główkami aniołków, nawiązujący do wezwania kościoła (Świętego Krzyża). Wokół głównych scen, przedstawionych w medalionach, oraz w podparciu maswerku umieszczono żółty ornament roślinny. Czerwień środkowej części okien oraz zamknięcie maswerku jest odniesieniem do krwi Chrystusa – Ukrzyżowania i Odkupienia przez krew. Z kolei kolor fioletowy w bocznej części okien wskazuje na pokutę, żałobę. Maswerki są oparte na bazie ornamentu roślinnego. Rozwiązanie medalionów w oknach prezbiterium harmonizuje z tryptykiem ołtarza głównego, a Scena Trójcy Świętej nawiązuje do sceny w portalu północnego wejścia do kościoła. Zachodni witraż to kompozycja heraldyczna, która przedstawia w kolejnych poziomach od góry: herby papieża Jana Pawła II i Polski, Wrocławskiej Kapituły, Kardynała Henryka Gulbinowicza, Biskupstwa Diecezji Wrocławskiej i Nuncjusza Apostolskiego arcybiskupa Józefa Kowalczyka, bp. Adama Dyczkowskiego, bp. Tadeusza Rybaka, bp. Józefa Pazdura i bp. Jana Tyrawy, Wrocławia i Legnicy, Wałbrzycha i Jeleniej Góry, Oleśnicy i Trzebnicy.
W części dolnej witraża ukazane są cztery symbole wiary. Od lewej strony są to; symbol łaski i wiecznego pokoju (krzyż na wstędze niebieskiej – kolor niebiański); dążenie chrześcijan do doskonałości (omega i krzyż – symbol mądrości i chrześcijaństwa); symbol zwycięstwa chrześcijaństwa (litera V z rybą) oraz symbol mocy Ducha Św. (klucz skrzyżowany z mieczem). Witraż ten, w formie krzyża, przedstawiający głowę Kościoła – papieża Polaka, biskupów, sufraganów i władze kościelne oraz miasta, skąd się wywodzą, nawiązuje do legendarnego korzenia w kształcie krzyża znalezionego w momencie rozpoczęcia prac budowlanych kościoła oraz późniejszego wezwania kościoła".

Organy:
W dniu 14.05.1999 r. została zawarta umowa między parafią katedralną pw. św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu a firmą organmistrzowską Remigiusza Cynara z Wrocławiu dotycząca budowy organów w górnym kościele św. Krzyża. Do budowy nowych organów wykorzystane zostały elementy z instrumentu zakupionego przez parafię katedralną od Liceum Muzycznego im. Karola Szymanowskiego we Wrocławiu przy ul. Łowieckiej. Na przestrzeni lat 1999-2001 wybudowany został instrument o 48 głosach (36 głosów pozyskanych z Liceum Muzycznego i 12 głosów dodanych przez firmę „Cynar”) rozdzielonych między sekcje trzech manuałów i pedału o trakturze elektro-pneumatycznej. Szafa organowa oraz prospekt zaprojektowane zostały tak, aby nawiązywały do architektury wnętrza. Instrument zamontowany jest w postaci trzech brył, boczne o wysokości 10,2 m oraz środkowa wysoka na 7 m. Organy w Kolegiacie św. Krzyża służą do dziś głównie celom koncertowym i są wysoko oceniane przez wykonawców muzyki organowej. W dolnym kościele, na zachodniej emporze znajdują się zabytkowe 10-głosowe organy, dzieło Franza Luxa z Lądka Zdroju, odremontowane w 2002 przez Remigiusza Cynara z Wrocławia.
Prospekt organowy, stan sprzed wojny. Porównując ze zdjęciem poniżej trudno jest odgadnąć, czy do roku 1945 instrument był po remoncie, czy może uległ dewastacji i czekał na remont? Brak jest informacji ogólnodostępnych. Zdjęcie pochodzi ze strony: https://polska-org.pl/3209225,foto.html?idEntity=511547
Przedwojenny instrument - jak widać - był już mocno zdewastowany i wymagał remontu. Zdjęcie pochodzi ze strony: https://polska-org.pl/900894,foto.html?idEntity=511547

Instrument obecny
Polonika:
Od samego powstania kościoła przewijają się przez jego wiekowe dzieje tradycje polskie. Po biskupie Nankierze, kontynuatorze budowy świątyni, działał tu wybitny przyrodnik, rodowity wrocławianin Jan Stanko, który pełnił funkcję proboszcza świętokrzyskiej kolegiaty (uchodził on za najznakomitszego znawcę flory i fauny w XV-wiecznej Europie. Słownik lekarski autorstwa Stanki, przechowywany w Bibliotece Kapituły Krakowskiej, zawiera około 20 tys. łacińskich, greckich, niemieckich i polskich nazw roślin, zwierząt, minerałów, lekarstw i instrumentów medycznych. Warto wspomnieć, że odnosił także sukcesy jako praktykujący medyk i wyleczył Długosza z kamicy nerkowej), a Jan Długosz, trzykrotnie bawiący we Wrocławiu (w latach 1466-1468) określił ją jako bardzo piękną i wspaniałą. W latach 1502-1538, co upamiętnia tablica na budowli, scholastykiem kolegiaty Świętego Krzyża był Mikołaj Kopernik. Zmarły zaś w 1596 r. kanonik Andrzej Bogurski dokonał specjalnego zapisu na polskie kazania, które wedle jego woli miały być utrzymane w kolegiacie po wsze czasy. Bogurski został też tu pochowany i jego płyta nagrobna do dziś zachowała się w nawie głównej górnego kościoła. Także Julian Ursyn Niemcewicz zanotował, że w 1821 r. był w tym kościele na niedzielnej Mszy św. i zachował pamięć o „wybornym polskim kazaniu, co do języka prawdziwie staroświeckiej wymowy i treści”. Zapis ten upamiętnia tablica na południowej fasadzie świątyni. Jeszcze w 1894 r. „Dziennik Wrocławski” informował o kolegiacie, „gdzie się pięknym kazaniem polskim zbudować można”, podając jednocześnie ówczesną liczbę Polaków we Wrocławiu - 40 tys. Nabożeństwa polskie odbywały się w tym kościele do roku 1919.
Po 188 latach, dekretem z dnia 14 września 1998 r. wydanym przez kard. Henryka Gulbinowicza, kapituła kolegiacka Świętego Krzyża została restytuowana. Zachowała dawną nazwę, a stylem pracy nawiązuje do pierwszej kapituły i do wypracowanego przez nią dziedzictwa duszpastersko-duchowego. W jej skład wchodzą dwaj prałaci - prepozyt kapituły i jej dziekan, 12 kanoników gremialnych, 12 kanoników honorowych de numero i pewna liczba kanoników honorowych super numerum. Godność kanonika, po wysłuchaniu zdania kanoników gremialnych, powierza biskup diecezjalny kapłanom odznaczającym się gorliwością w pracy duszpasterskiej, prawością życia oraz zasłużonym przy budowie i remontach świątyń.
_________________________________________________________________________________

* - Książę  wrocławski Henryk IV Prawy (Probus)

Najwybitniejszy władca w dziejach Śląska, książę Krakowa i Sandomierza. Pretendent do Polskiej Korony.
Henryk IV był jedynym synem księcia wrocławskiego Henryka III Białego i Judyty Mazowieckiej. Dosyć wcześnie osierocony przez ojca (w 1266 r.) Henryk znalazł się pod opieką stryja - arcybiskupa Salzburga Władysława. Nie mogąc się stale opiekować małoletnim bratankiem - Władysław, będący w ciągłych rozjazdach pomiędzy Salzburgiem i Wrocławiem, wysłał w 1267 r. Henryka do Pragi na dwór czeskiego króla Przemysła Ottokara II, który też od 1270 r., tj. od śmierci arcybiskupa, przejął formalnie regencję w księstwie. Po śmierci stryja (który przekazał młodemu księciu w testamencie wszystkie swoje uprawnienia) Henryk powrócił do kraju, gdzie znalazł się pod bezpośrednią opieką późniejszego najbliższego doradcy księcia, Szymona Gallicusa, będącego dotąd na służbie Przemysła. Ten okres w życiu księcia wywarł na nim wielki wpływ i stał się powodem wspierania niemieckiego osadnictwa na terenach podległych księciu. Henryk był wielkim miłośnikiem zachodniej kultury dworskiej. Wiadomo, że organizował turnieje i sam w nich uczestniczył, chętnie otaczał się zagranicznym (głównie niemieckim) rycerstwem, gościł sławnych poetów. Najprawdopodobniej to właśnie z nim utożsamiać trzeba księcia wrocławskiego, który sam pisał piękne wiersze liryczne w języku górnoniemieckim (pełniącym w całej Europie Środkowej rolę języka dworskiego i literackiego). Po ojcu i stryju Władysławie odziedziczył księstwo wrocławskie, największą i najzamożniejszą dzielnicę Śląska. Powiększył ją jeszcze, wykupując zastawione Brandenburczykom Krosno (1274–1277). W 1277 roku został porwany z dworu myśliwskiego w Jelczu przez swego stryja, Bolesława II Rogatkę legnickiego, i zmuszony do odstąpienia części posiadłości (Środy Śląskiej z okolicą). Król czeski nie wystąpił zbyt zdecydowanie w obronie uwięzionego Henryka. Dlatego też zapewne rok później nie wsparł on osobiście Przemysła Ottokara II w jego walce z królem niemieckim Rudolfem Habsburgiem. Jako pan najzamożniejszej dzielnicy, podjął Henryk próbę podporządkowania sobie pozostałych książąt śląskich; niektórych pozyskał dobrowolnie, nie gardził też jednak wypróbowanym sposobem porwań (w 1281 pojmał kilku zaproszonych do Sądowla książąt). W zależność od niego popadli Henryk V Gruby legnicki, Henryk I głogowski, Przemek ścinawski, Konrad Il Garbaty żagański i Bolesław I opolski. Na Przemyśle Il wielkopolskim wymusił natomiast w 1281 roku odstąpienie ziemi wieluńskiej (rudzkiej), a wkrótce, korzystając ze zdrady niektórych możnych wielkopolskich, zdołał nawet opanować przelotnie Kalisz (1284). Trzeba sobie powiedzieć, że Henryk IV dbał nie tylko o przyłączanie nowych ziem do księstwa wrocławskiego i zdobywanie nowych sojuszników. Był bowiem świetnym gospodarzem, któremu na sercu leżało wzmocnienie ekonomiczne podległych mu ziem. To z kolei wywołało wieloletni spór z biskupem wrocławskim Tomaszem II. Książę zwiększył swoje odchody poprzez uporządkowanie skarbowości, inwestycje i popieranie górnictwa. Nic dziwnego, że solą w oku były mu nieprawnie zagarnięte majątki. A biskupi wrocławscy w ramach akcji osadniczych zdołali ulokować na książęcej ziemi około 700 wsi. Z czego większość ulokowali w tak zwanej przesiece, czyli pasie granicznym zarezerwowanym dla celów obrony. Inną sprawą sporną było nagminne łamanie immunitetu sądowego Kościoła wrocławskiego. Spór między księciem, a biskupem tak się zaognił, że Tomasz II w marcu 1284 rzucił klątwę kościelną na księcia i interdykt na kraj. Trzeba tu dodać, że część kleru, przede wszystkim franciszkanie, pozostali wierni księciu. Biskup musiał uciekać do sąsiedniego księstwa raciborskiego, ale Henryk nie zważał na to i najechał Racibórz. Tomasz, nie mając już możliwości ucieczki, zdecydował się w końcu na ugodę, podporządkowując się księciu. Henryk IV Prawy nie zapomniał o swoim głównym celu - zdobyciu polskiej korony. Realną drogę do tego otworzyła mu śmierć księcia krakowsko-sandomierskiego Leszka Czarnego. Podstawą tego planu było zdobycia Krakowa i koronacji królewskiej. Wydawało się, że Henryk IV poniesie klęskę w wojnie ze swoim kontrkandydatem - księciem płockim Bolesławem II, który 26 lutego 1289 r. pokonał wojska śląskie pod Siewierzem. Bolesław II zrezygnował jednak z kandydowania do spadku po Leszku Czarnym i przekazał swoje prawa przyrodniemu bratu Władysławowi Łokietkowi. Ten zdołał nawet opanować Wawel i pokonać oddziały śląskie pod Skałą i Święcicami. Jednak całą wojnę wygrał Henryk IV, który w lecie 1289 r. przybył osobiście na czele posiłków zbrojnych pod Kraków. Łokietek uciekł z Krakowa tylko dzięki pomocy franciszkanów, którzy ukryli go w swoim klasztorze. Książę wrocławski, według kronikarza Ottokara Styryjskiego, miał wysłać do Rzymu swojego przedstawiciela, aby ten mu wyprosił zezwolenie na użycie berła i noszenie korony oraz posługiwanie się tytułem królewskim. Nie doczekał się jednak efektów tego poselstwa. Zmarł nagle 23 czerwca 1290 roku. Według wielu kronikarzy został otruty.
Był dwukrotnie żonaty. Pierwszą żoną była nieznana z imienia córka Władysława opolskiego, którą oddalił około 1286/87 roku, drugą Matylda, córka margrabiego brandenburskiego Ottona V Długiego. Nie doczekał się potomstwa. Na łożu śmierci przyznał biskupowi przywileje, których tak zdecydowanie odmawiał. Księstwo wrocławskie zapisał Henrykowi I głogowskiemu, Kraków zaś Przemysłowi II wielkopolskiemu. Pochowany został we wrocławskim kościele Świętego Krzyża. Na początku XIV wieku wystawiono mu tam nagrobek, którego płyta uznawana jest za czołowe osiągniecie środkowoeuropejskiej rzeźby gotyckiej. Henryk, choć znajdował się w bardzo napiętych stosunkach z hierarchią kościelną, pozostawił po sobie dobrą pamięć – już współcześni zwali go Prawym (łac. Probus, niem. der Biederbe, der milde Fürst). Historycy oceniali go zawsze jako wybitnego władcę, choć bardzo różnili się w opiniach: badacze niemieccy upatrywali w nim często germanizatora, podbijającego ziemie polskie dla kultury niemieckiej, badacze polscy natomiast przeważnie przesadnie przypisywali mu świadomą politykę, zmierzającą do zjednoczenia całego Królestwa Polskiego.

** - pomnik grobowy księcia Henryka IV Prawego - arcydzieło sztuki gotyckiej

Powstały między rokiem 1300 a 1320 sarkofag, uznawany powszechnie za dzieło o randze europejskiej, stał się wzorem dla wielu gotyckich, nie tylko śląskich, pomników nagrobnych. Sarkofag księcia Henryka IV Prawego (Probusa), ok. 1300-1320, mikryt, piaskowiec, tempera, ślady złoceń, wymiary 200 x 86 x 118 cm, pierwotna lokalizacja: kolegiata św. Krzyża we Wrocławiu, obecna -  Muzeum Narodowe we Wrocławiu. Sarkofag Henryka IV należy do typu tumbowego - ma formę wyniesionej nad posadzkę wydłużonej skrzyni, nakrytej płytą (o wymiarach j/w). Boki tumby i jej przekrycie opracowano plastycznie. Na płycie został wyobrażony Probus: ukazany jako żywy, o czym świadczą otwarte oczy, stojąca postawa oraz gesty aktywnych rąk. Równocześnie głowa księcia spoczywa na poduszce, co w widoku bocznym figury - przeznaczonym dla oglądu odwiedzających świątynię - daje wrażenie osoby spoczywającej. Henryk IV odziany jest w pełną zbroję kolczą, widoczną spod nałożonej nań, rozciętej bokiem, sięgającej kolan dalmatyki, oraz narzuconego na ramiona i spiętego taśmą na piersiach płaszcza, opadającego na konsolę stanowiącą podporę stóp księcia. Stroju dopełniają ostrogi na nogach, dekorowany rozetami pas obejmujący talię, a zwłaszcza wspaniałe nakrycie głowy: mitra w kształcie wysklepionego czepca, ujętego obręczami - poziomą i dwiema krzyżującymi się pionowymi. Obręcze oraz pola nimi wyznaczone mają bogatą plastyczną dekorację, naśladującą kamienie szlachetne i wypukłe hafty. O godności suwerennego księcia mówią także przedmioty trzymane przez Henryka IV. W prawicy dzierży on znak niezawisłych rządów w swej domenie: uniesiony jelcem ku górze miecz z głownią owiniętą taśmą zdobioną, m.in. motywem heraldycznych lilii. Na rządzoną ziemię wskazuje z kolei śląski orzeł, pierwotnie czarny, wyrzeźbiony na tarczy przyciskanej przez Probusa lewym ramieniem do swego boku. To samo godło powtórzono na mniejszej tarczy widniejącej po lewej stronie głowy księcia. Z kolei na analogicznej tarczy umieszczonej z prawej strony widnieje również orzeł, ale biały (na czerwonym polu) i w koronie. Dopełnieniem estetycznej i ideowej wymowy płyty jest, wykuty na jej ukośnie sfazowanej krawędzi, minuskułowy napis łaciński, który brzmi (po rozwinięciu skrótów): HENRICUS QUARTUS MILLE TRIA CENTUM MINUS X OBIIT ILLE EGREGIIS ANNIS SILESIAE CRACOVIAE SANDOMIRIAE DUX NOCTE JOHANNIS, głosząc nie tylko dzień śmierci Henryka IV, ale także jego książęce zwierzchnictwo nad ziemią śląską, krakowską i sandomierską.
     Na bokach tumby ukazano szereg postaci ujętych gotyckimi arkadami. Na dłuższym boku, po stronie miecza dzierżonego przez księcia, widnieją cztery arkady ujmujące triady postaci świeckich: najpierw trzy niewieście, następnie kobietę podtrzymywaną przez dwóch mężczyzn, następnie dwie kolejne grupy męskie. Na analogicznym boku po stronie tarczy widnieje osobno pod arkadami pięciu duchownych (ich głowy oraz część trzymanych przedmiotów - to dzieła nowożytne lub XIX-wieczne). Kolejni duchowni ukazani zostali na węższych bokach skrzyni: po stronie nóg zmarłego widoczny jest biskup i dwóch akolitów, zaś po stronie głowy - dwaj diakoni ze świecami w rękach. Niewątpliwie wszystkie te postaci odtwarzają orszak żałobny. Sam zmarły zdaje się być niesiony po środku konduktu na marach, które w nadprzyrodzony sposób dźwigają czterej aniołowie ukazani na narożach tumby. Wśród żałobników chciano widzieć konkretne postaci z otoczenia Henryka IV: we wdowie - jego żonę księżnę Matyldę brandenburską, w biskupie - niegdysiejszego adwersarza, a następnie alianta, Tomasza II, w pięciu duchownych - kanoników świętokrzyskiej kolegiaty, zaś w grupie trzech pełnych żalu mężczyzn u nóg zmarłego - książąt śląskich. Jednym z nich miałby być Henryk VI Głogowski, niedoszły dziedzic Probusa we Wrocławiu i spadkobierca jego królewskich ambicji. We władcy tym, a także w biskupie Tomaszu, upatrywano fundatorów monumentu, wystawionego prawdopodobnie kilka lat po śmierci Henryka IV. W obu kwestiach - inicjatora i czasu fundacji - brak jest jednak zgodności wśród badaczy. Niektórzy inicjatywę wykonania nagrobka przypisują królowi Czech - Janowi Luksemburskiemu. Fundacja miałaby nastąpić w 1327 roku, gdy władca ten zhołdował sobie Wrocław - wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Walory Probusowego monumentu doceniono na Śląsku. Zapoczątkował on zwyczaj honorowania miejscowych książąt tumbowymi  nagrobkami, które - mimo zniszczeń - obficie dochowały się do dziś w świątyniach i muzeach tej historycznej dzielnicy. Najbliższe kompozycyjnie i artystycznie świętokrzyskiej memorii są nagrobki powstałe przed połową XIV wieku, a wśród nich zwłaszcza płyta (tumba nie przetrwała) księcia świdnicko-jaworskiego Bolka I (zm. 1301), znajdująca się w późnobarokowym mauzoleum przy kościele pocysterskim w Krzeszowie. Kontynuacją tej tradycji nagrobka (w sensie typu, ale już nie w kwestii stylu) są monumenty śląskich książąt wykonane w 2. połowie XIV stulecia (m.in. w Krzeszowie i Opolu). Warto podkreślić, iż śląska tradycja sarkofagów tumbowych wpłynęła na kształt królewskich pochówków wznoszonych w Polsce (w Poznaniu i Krakowie), począwszy od rządów Kazimierza Wielkiego.
Tekst zaczerpnięto ze strony: https://culture.pl/pl/dzielo/autor-nieznany-sarkofag-ksiecia-henryka-iv-prawego-probusa

*** Mistrz Wiland
średniowieczny budowniczy działający na Dolnym Śląsku, zwłaszcza we Wrocławiu, wzmiankowany w 1284 jako nadworny budowniczy Henryka IV Prawego oraz właściciel miejscowości Krajków. Łącząc wzmiankę o nadwornym budowniczym z zachowanymi lub znanymi z badań archeologicznych obiektami związanymi z zamkiem lub ufundowanymi przez Probusa, wiąże się z warsztatem mistrza Wilanda kilka obiektów z końca XIII w. Wiland, jak można wywnioskować z pewnych cech jego architektury, pochodził prawdopodobnie z obecnej Austrii. Tworzył w stylu dojrzałego gotyku. Warsztat mistrza Wilanda prezentował wysoki poziom artystyczny i techniczny, jego architektura cechowała się dążnością do monumentalizmu i wertykalizmu. Do dzieł Wilanda i jego warsztatu zalicza się budynki związane z gotycką przebudową zamku na Ostrowie Tumskim, w tym ośmioboczną aulę lub kaplicę zamkową na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu, określaną jako Mittelbau (rozebrana), trójkondygnacyjny karner zamkowy (kaplica grobowa) pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny (ukończona jako kościółek św. Marcina), a przede wszystkim budowę prezbiterium i projekt całości kościoła św. Krzyża i św. Bartłomieja. Ponadto murator Wiland wzmiankowany był jako autor kościoła św. Piotra w Legnicy, który umowę na jego budowę zawarł w 1333. Ze wspomnianej wzmianki z 1284 wiadomo, że działający we Wrocławiu Wiland miał syna, również Wilanda. Ze względów chronologicznych (49 lat od pierwszej wzmianki) można domyślać się, że przejął on zawód budowniczego po ojcu i zbudował legnicki kościół; w rachubę wchodzi jednak również autorstwo starszego z Wilandów, który byłby wówczas starcem.

Zobacz również: 

Katedra wrocławska


 Akademicki kościół św. Macieja we Wrocławiu
https://paskonikstronik.blogspot.com/2015/07/wrocaw-wczesnogotycki-akademicki-koscio_12.html


 Kościół Bożego Ciała we Wrocławiu
https://paskonikstronik.blogspot.com/2019/10/wrocaw-koscio-bozego-ciaa.html



 Katedra Marii Magdaleny we Wrocławiu
https://paskonikstronik.blogspot.com/2017/03/katedra-marii-magdaleny-we-wrocawiu.html

 Bazylika w Strzegomiu
 https://paskonikstronik.blogspot.com/2016/04/gotycki-koscio-sw-piotra-i-pawa-w.html


 Kościół św. Jadwigi w Trzebnicy
https://paskonikstronik.blogspot.com/2016/01/trzebnica-romansko-barokowy-koscio-sw.html

Źródła:
- Jakub Adamski: Gotycka architektura sakralna na Śląsku w latach 1200-1420
- Halina Kozaczewska-Golasz, Agnieszka Bernaś "Portale czternastowieczne w kościołach śląskich"
-  Magdalena Lewandowska "Kolegiata Świętego Krzyża"  w tygodniku Niedziela 37/2010;
-  GAZETA WROCŁAWSKA  "Piastowski orzeł ze świętokrzyskiej kolegiaty";
-  Andrzej Bochacz "Szlakiem mistrzów witraży - Wrocław 2013" - strona internetowa https://barwyszkla.pl/szlakiem-mistrzow-witrazy-       wroclaw-2013/;
-  Danuta i Tomasz Lesiów " Motyw krzyża w witrażach kościoła Świętego Krzyża we Wrocławiu" - strona internetowa         http://www.nowezycie.archidiecezja.wroc.pl/stara_strona/numery/032006/08.html:
-  Halina Kozaczewska-Golasz: Halowe kościoły z XIII wieku na Śląsku;
-  https://medievalis.przewodnikwroclaw.eu/2015/01/pomniku-nagrobnym-henryka-iv-probusa-inaczej/;
-  Romuald Kaczmarek - Kolegiata Krzyża Świętego we Wrocławiu jako fundacja Henryka IV Probusa. Impuls i następstwa - świadectwa       ikonograficzne;
-  https://www.niedziela.pl/artykul/57346/nd/kolegiata-swietego;
-  Anna Ziomecka "Śląskie retabula szafowe w drugiej połowie XV i na początku XVI wieku ;

2 komentarze:

  1. Piękne zdjęcia, ciekawy materiał. Jednak z wyciąganiem szczątków książąt z grobowców około 1941 r. celem udowodnienia ich germańskości to nie prawda. W rocznicę bitwy legnickiej postanowiono odnowić płytę wierzchnią sarkofagu Henryka II Pobożnego. Oba sarkofagi przewieziono do Wierzbnej dopiero w 1944 r., co miało związek z zabezpieczeniem tych dzieł przed zniszczeniami wojennymi. Są na to materiały archiwalne, m. in. protokół otwarcia grobu Probusa z dnia 6 I 1944 r. Wtedy też wyjęto książęce kości i dalszy słuch o nich zaginął. Kieszowski, który odnalazł po wojnie oba pomniki w Wierzbnej stwierdził w protokole, że prochy książąt spłonęły w Instytucie Antropologii, ale osobiście nie wierzyłabym bezgranicznie tej informacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo cenny komentarz - dziękuję. Pogmatwana jest historia tych ziem ale i piękna zarazem.
    Pozdrawiam Jerzy Głowacki

    OdpowiedzUsuń