26 października 2016

KRZYSTKOWICE-FABRYKA MATERIAŁÓW WYBUCHOWYCH

DAG  -  Alfred Nobel Dynamit Fabrik  -  oddział  Krzystkowice, znana również pod nazwą  Alfred Nobel Dynamit Aktien-Gesellschaft.

(obiekt w całości jest bardzo niebezpieczny i poruszanie się po terenie fabryki dozwolone jest wyłącznie po drogach,  bez wchodzenia do poszczególnych budowli i urządzeń !) 

Byłem tam dwa razy. To co prawda za mało, żeby zobaczyć wszystko ale wystarczy aby wyrobić sobie własne zdanie o tym obiekcie przemysłowym. Zwiedzanie całego kompleksu staje się po pewnym czasie dość monotonne. Dzieje się tak z powodu powtarzalności ciągów technologicznych i zapewne procesów produkcyjnych. Mimo to uważam, że cały kompleks przemysłowy DAG w Krzystkowicach należy do najciekawszych, a zarazem do najbardziej zdewastowanych obiektów tego typu w Polsce. I właśnie ta przerażająca dewastacja czyni go znacznie mniej atrakcyjnym niż na to zasługuje. Trudno jest dziś powiedzieć jak można było dopuścić do takiego spustoszenia dawnej fabryki. Z pewnością przyczynili się do tego i sami Niemcy wywożąc najbardziej zaawansowane urządzenia i Rosjanie wywożąc całe pozostałe ciągi technologiczne, maszyny, silniki i urządzenia chemiczne, wojskowe, tajne i mniej tajne. Po nich przyszli złomiarze - dewastatorzy nie mniej szkodliwi jak ci pierwsi...
Żyją jeszcze świadkowie tamtych wydarzeń - jak wspomina jedna z więźniarek tutejszego obozu pracy "na krótko przed nadejściem frontu wschodniego Niemcy rozpoczęli demontaż niektórych urządzeń fabrycznych i ich wywożenie w głąb Rzeszy. Można domniemywać, że Niemcy zdemontowali najbardziej unikatowe instalacje i urządzenia, a resztą zadowolili się Rosjanie, którzy mieli cztery miesiące na demontaż, zanim w okolicach Nowogrodu Bobrzańskiego pojawili się polscy kolejarze. W dużych halach produkcyjnych, elektrowniach, stacjach transformatorowych i innych obiektach nie było już żadnych maszyn. Pozostały tylko miejsca ich zamocowania. Pozostało też rurowanie, głównie z tworzyw sztucznych w kolorach: czerwonym, brązowym i gdzieniegdzie mleczno-białym, a także dość dużo małych silników elektrycznych, zamontowanych na rurowaniu, bądź tuż obok. Już wtedy, latem i jesienią 1945 roku, na teren poniemieckiego kombinatu chemicznego zapuszczali się szabrownicy, najczęściej z Warszawy lub Łodzi. Przy fabrycznych bramach wystawiono więc posterunki Służby Ochrony Kolei, ale nie na wiele to się zdało. Czego nie wywieźli stąd Niemcy, Rosjanie i szabrownicy, zainteresowali się tym kolejarze, demontując urządzenia i obiekty..."
Czy było tak na pewno? Trudno powiedzieć. Ale niektóre źródła podają, że jednak Polacy w 1946 roku zdołali jeszcze sporo urządzeń zdemontować i powywozić do uruchomianych fabryk - Rokita Brzeg Dolny, Boruta Zgierz, Blachownia Kędzierzyn, a także do Poznania, Warszawy, Lublina i Zamościa. Jeśli tak rzeczywiście było (szkoda, że tak mało materiałów jest dostępnych), to dobrze to świadczy o ówczesnych decydentach, bo przecież cały kraj mieliśmy w ruinie i każde urządzenie czy maszyna ocalałe z wojny miało swoją wartość. Dziś, po upływie 70 lat od tamtych dni pozostały już tylko same betonowe konstrukcje, szkielety i ruiny. Wokół zarasta las i powoli wchłania te opustoszałe elementy. Ale nie łudźmy się, że drzewa skutecznie pochłoną te betonowe szkielety. Będą one straszyły kolejne pokolenia i przypominały o nazistowskim śnie o potędze...  
Mapka pokazuje rozmieszczenie najważniejszych obiektów w terenie na tle istniejących dróg i ciągów komunikacyjnych. Przy drodze zaznaczono parking samochodowy, z którego wygodnie jest ruszyć na zwiedzanie fabryki
Ongiś budynki administracyjne, wartownie i biura przepustek - dziś tylko szkielety i kompletne ruiny

Betonowe cegły na cementowej zaprawie, która okazała się trwalsza od elementów, które spajała

Orientacyjna mapka terenu dawnej fabryki. Wydawca: Urząd Miejski w Nowogrodzie Bobrzańskim. Autorzy opracowania: T. Grotkiewicz, P. Wawryk

SILOSY
Wzbudzają największe zainteresowanie i wywołują wiele emocji. Niepotrzebnie. Wprawdzie ich konstrukcja i gabaryty nie są powszechnie spotykane, a raczej nowatorskie, to jednak wystarczy trochę podstawowej wiedzy technicznej, w połączeniu ze zdrowym rozsądkiem, aby zastąpić bujną wyobraźnię bardziej konkretnymi rozwiązaniami. Rozumiem, że dla naszych rodaków, przybyłych tu po wojnie z zapadłych terenów na wschodzie, te konstrukcje mogły wydawać się " nie z tego świata", a ich przeznaczenie niemalże kosmiczne. Ale dziś mamy wyedukowaną młodzież, której nie omami już wielkogabarytowa bryła betonu...
Nadal jednak otwartym pozostaje pytanie o przeznaczenie owych zbiorników. najprawdopodobniej magazynowano w ich wnętrzach jakieś płynne materiały łatwopalne. Jeśli tak, to musiały tam być ustawione cysterny metalowe. Zakład zużywał na potrzeby technologiczne ogromne ilości metanolu. Gdzieś musiał być magazynowany. Prawdopodobnie właśnie tu, w tych silosach. Metanol jest alkoholem. Pali się łatwo, a jego pary są wybuchowe. W silosach był bezpieczny. Ponadto wnętrza były chłodne, zbiorniki latem nie nagrzewały się.  Bardzo lekka, nie zachowana, zapewne ażurowa, konstrukcja dachu dodatkowo utwierdza mnie w tym przekonaniu.
Jest ich pięć. Pięć samotnych pagórków mieszczących w środku przedziwne betonowe silosy. Z zewnątrz można się tylko domyślać ich wewnętrznego kształtu. Widać bardzo przemyślaną konstrukcję, o doskonale dobranych parametrach. To, co było w ich wnętrzu mogło być tam bezpieczne. Zresztą gdyby było inaczej, to byłoby to do dziś widoczne w postaci wyrw i dziur po eksplozjach
Do kazdego ze zbiorników wiodło takie samo wejście. Poniżej drogi transportowej podchodzącej pod samo wejście, biegł jeszcze kanał technologiczny - dziś doskonale widoczny z powodu braku podłogi. Zawsze z prawej strony bramy budowano pomieszczenia pomp. Sądząc po wielkości pomieszczeń i fundamentów instalowano tam dwa rodzaje pomp. Pompa duża, być może główna, zasilana była rurociągami o średnicy ponad 200-250 mm. W osobnym pomieszczeniu stała dużo mniejsza pompa - być może pomocnicza np do odsączania ścieków
Wnętrza silosów robią i dziś wrażenie, choć przyroda zagospodarowuje  teren metr po metrze i łagodzi nieco surowy charakter budowli
Aż dziw bierze ile to trudu i mozołu kosztowało wyszabrowanie wszystkiego, co nie z betonu, z wnętrza każdego z silosów
 
Niektóre z silosów są z zewnątrz starannie  obłożone piaskiem, inne zaś pozostawiono jakby niedosypane. Nie wiadomo, czy nie ukończono prac zabezpieczających, czy tez uznano je za zbędne ze względu na przeznaczenie danego silosu. A może zostały odkopane po wojnie przez poszukiwaczy "pociągów i komnat" ?
Dziś wyglądają tajemniczo ale to tylko fabryka chemikaliów wybuchowych i wszystko co wyglada tajemniczo służyło technologii produkcji. Nic ponadto.
Ciąg komunikacyjny do wnętrza zbiornika. Widać dość głęboki kanał ściekowy? Króćce rurociągów transmisyjnych do pomp. Dolne części otworów drzwiowych zostały sztucznie wybite (poszerzone) jakby po to, aby tędy wydobyć jakieś elementy o gabarytach przekracających światło otworu

Pozostawione do dziś gołe ściany betonowe niewiele mówią o pierwotnym wyglądzie wnętrza silosu. Cokolwiek jednak w nich przechowywano (najprawdopodobniej alkohol metylowy), musiało to być w zbiornikach, cysternach bądź pojemnikach - bez kontaktu z betonowymi ścianami silosu. Do tego należy jeszcze uwzględnić niezbędną wentylację o obiegu - być może - tylko grawitacyjnym lub (prawdopodobniej) wymuszonym
Dobrze widoczne pomieszczenia pomp
Górne krawędzie silosów są tak skonstruowane aby łatow było na nich wesprzeć ażurową konstrukcję dachu. Prawdopodobnie drewnianą. Taka lekka konstrukcja przykrywająca silos nie stanowiła żadnej przeszkody w razie nagłego rozszczelnienia czynnika czy nawet eksplozji
Dobrze widoczne wybite poszerzenie dolnej części światła bramy
W sąsiedztwie pięciu silosów stoi jeszcze jedno wzgórze, również sztucznie usypane. Ale jego wnętrze jest niedostępne. Zamiast kolejnego silosu zasypano w nim jakieś betonowe pomieszczenie (lub pomieszczenia), w niczym nie przypominające pozostałych. Tuż obok znajduje się budynek pompowni. Każdy z pięciu silosów miał swoją własną pompownię. Ta jest dużo większa i chyba była przynależna do tego wzgórza z betonowym wnętrzem. Na szczycie wzgórza odkryte są dwa prostokątne otwory prowadzące do wnętrza betonowego zbiornika. Nie miałem ze sobą źródła światła na tyle silnego, żeby oświetlić całe wnętrze o zobaczyć jak ono wygląda. Niektóre źródła sugerują, że mógł tam być przechowywany olej napędowy.
Pagórek opodal silosów kryjący wewnątrz betonową konstrukcję nieznanego kształtu ani przeznaczenia
Budynek pompowni przy wyżej wspomnianym pagórku
 
Stanowiska agregatów pompa-silnik. Jest ich pięć, a więc tyle ile jest silosów
Na wierzchołku pagórka dwa otwory prowadzące do wnętrza betonowej konstrukcji

Krótka historia budowy fabryki DAG - głównie na postawie materiałów ze strony:
http://www.sztolnie.fora.pl/eksploracja-w-polsce,131/lubuskie-krzystkowice-fabryka-materialow-wybuchowych,1969.html :
Kanał do rzeki Bóbr w sąsiedztwie zakładu wybudowano pomiędzy 1934 i 1937. W kwietniu 1940 roku rozpoczęła się budowa fabryki, od położenia systemu rur ciśnieniowych. W tymże roku wybudowano dwa obozy na 1000 ludzi ( Waldlager –blisko fabryki) i 500 ludzi ( Bahndammlager-bliżej miasta koło torów kolei ). Później obóz składał się z jedenastu sukcesywnie organizowanych podobozów. Przebywali w nich Polacy, Czesi, Belgowie, Francuzi, Holendrzy, obywatele ówczesnej Jugosławii, Żydzi, a przez pewien czas także jeńcy wojenni, których zakwaterowano w oddzielnych barakach. Przeciętnie w obozie przebywało 20.000 osób, z czego jedną czwartą stanowili Polacy. Gdy doda się personel niemiecki z rodzinami oraz wartowników, ówczesny Christianstadt był sporej wielkości miastem, gdzie niemal wszyscy pracowali przy budowie kombinatu chemicznego DAG-Alfred Nobel-Dynamit Aktien Gesellschaft, należącego do koncernu IG Farben. Produkcja rozpoczęła się w 1942 roku. Zakład jest wybudowany na powierzchni, nie pod ziemią. Tylko bunkier amunicyjny jest zagrzebany w ziemi. W Forst-Scheuno tylko chemikalia były trzymane w podziemnej suterenie i laboratorium było pod ziemią. Tam systematycznie testowano jakość prochu. Ta informacja skutecznie obala wszelkie mity o rozległej podziemnej infrastrukturze fabryki. Domniemane podziemia istnieją jedynie w wyobraźni co niektórych szperaczy. Prawda jest taka, że zupełnie bez sensu byłoby umieszczanie po ziemią produkcji chemikaliów i materiałów wybuchowych, których technologia i względy bezpieczeństwa wymagają otwartej przestrzeni i ciągłej wentylacji...
W 1939 roku przekazano do Christianstadt ( poprzednio planowana była w innym miejscu ) instalację do produkcji heksogenu – nazywanego „SH salz „od nazwiska chemika dra Waltera Schnurra, który metodę opracował w skali technicznej w 1937-38 i który pracował potem w Christianstadt. Od połowy 1943 do października 44 był zastępcą kierownika a faktycznie kierownikiem zakładu.
Fabryka w Christianstadt została wielką wytwórnią, produkującą heksogen z jednostką napełniania pocisków, produkcji nitroguanidyny, saletry i zatężania kwasu azotowego. Zakład na pełnym obciążeniu miał zatrudniać 3500 ludzi. Koszty zakładu szacowano na 200 mln marek na początku wojny i 420 mln marek na końcu wojny. Planowano wykonanie 800 budynków, w tym na instalacje zatężania kwasu azotowego, do odpędzania kwasu azotowego ze zużytej nitrozy. Do napełniania bomb i granatów potrzebne były budynki do przyjmowania pustych pocisków, ich składowania, podgrzewania, zalewania materiałem wybuchowym, chłodzenia, obróbki końcowej, pakowania. Konieczne były także budynki warsztatów, biur, magazynów, przebieralni, pryszniców, umywalni i kuchni, tak jak w innych zakładach. Budynki budowano metodą szkieletową - dziś doskonale widoczną w terenie. Solidny szkielet z żelbetu i lekkie mocno przeszklone ściany z cegły, które w razie eksplozji szybko rozprężały czynnik wybuchający, a same ulegały zniszczeniu, co zapobiegało całkowitemu zniszczeniu budynku oraz zainstalowanych w nim urządzeń. Instalacje były budowane tak, aby wybuch nie mógł przenieść się z budynku do budynku. Takie założenie wyklucza również infrastrukturę podziemną. Zakład nigdy nie był bombardowany, co tłumaczy się tym, że "Sprengchemie Berlin ze swoim zakładem Forst-Scheuno i jeszcze większym zakładem w Christianstadt nad Bobrem należą do grupy koncernu Nobel, który był córką IG Farben, w której był zaangażowany amerykański kapitał. To może łatwo wyjaśnić, dlaczego oba zakłady nigdy nie były podczas całej wojny bombardowane mimo wielu nalotów anglo-amerykańskich".

BUDOWLE PRZEMYSŁOWE PRODUKTÓW CHEMICZNYCH  
Fabryka w Christianstadt była bardzo duża, zajmowała obszar 5.2 x 4.7 km = 24.4 km2 = 2440 ha i była większa niż bliźniacza fabryka w Bydgoszczy. Płot zakładu miał 17 km długości i 18 wież strażniczych. Było połączenie kolejowe z własnym dworcem , wszystkie surowce dowożono koleją, więźniarki jeździły do pracy pociągiem. Trudno to sobie wyobrazić dziś, oglądając same ruiny...

Jak każda fabryka chemiczna, tak i ta w Krzystkowicach, zużywała ogromne ilości wody i posiadała własne (rozbudowane) ujęcia wody z Bobru. Ponadto, wodę pobierano także z rozrzuconych na terenie kombinatu studni głębinowych.
Te dziwne betonowe klocki poukładane jak na placu zabaw przez dzieci, to podstawy pod cysterny z materiałami płynnymi ułożonymi horyzontalnie. I dziś można zobaczyć podobne konstrukcje wsporcze pod zbiorniki z gazem płynnym, ropą czy benzyną

Fabryczne budynki produkcyjne. Jest ich wiele. Wygladaja podobnie ale to mylne stwierdzenie. Kiedy im się przyjrzeć bliżej, każdy z nich ma nieco inne układy stanowisk i pewnie inne były ich przeznaczenia. Jedynie główna konstrukcja szkieletów budynków była podobna. A że do dziś pozostały same szkielety, przeto zwiedzającym wydają się takie same
Z dalszej perspektywy ten budynek jak i kilka innych przypominają ośrodki wczasowe w nadmorskich leśnych ustroniach. Są nawet nazywane hotelowcami.Pozory jednak mylą ...  Były one przeznaczone do nitracji celulozy
Niżej i wyżej betonowe stanowiska wsporcze dla zbiorników cystern ustwionych wertykalnie Rozcięcia o poszerzenia otworów służyły jednocześnie jako osłony zasuw i zaworów spustowych z cystern

Typowe hale produkcyjne.
Masywne filary dźwigają równie masywne stropy. Na tym jednak koniec. Wszystkie inne ściany i przegrody są już delikatne, niemal ażurowe. Duża ilość przeszkleń zapewniała szybkie wyprowadzenie gazów w razie eksplozji i stosunkowo małe straty w trzonie konstrukcji
 Otwory technologiczne na pionowe cysterny z chemikaliami

W pomieszczeniu powyżej leżała duża cysterna. Krawędzie kołysek po jednej stronie wybito prawdopodobnie w celu zdemontowania zbiornika bez użycia dźwigu
Warto zwrócić uwagę na potężne filary podpierające strop mające na celu odciążenie konstrukcji. Pomiędzy filarami cokoły pod pionowe cysterny

Zakład był głównym ośrodkiem produkcji heksogenu w III Rzeszy. Od 1942 do 1944 roku zakład wytworzył 40546 ton heksogenu, co stanowiło więcej niż 60% całości produkcji w Niemczech. Technologię heksogenu opracowano w IG jako alternatywę dla TNT ( jest silniejszy od trotylu ), z uwagi na ograniczoną produkcję toluenu. Surowcami do jego produkcji były całkowicie syntetyczne metanol i amoniak. Był używany do napełniania granatów czołgowych. ( Niemcy w czasie wojny produkowali 7 000 ton heksogenu miesięcznie ).Heksogen był używany: 
-jako wojskowy materiał wybuchowy, 
-jako zamiennik TNT ( heksal- 80% heksogen i 20% pył aluminiowy ), 
-w lontach wybuchowych 
-w spłonkach 
-w amunicji saperskiej, 
-w pociskach specjalnych 
-w bombach specjalnych 
-do napełniania bomb 50 kG i bomb 500 kG. 
-jako komponent do paliwa rakietowego np. V2-(1800 kg). Heksogen i nitroceluloza były stosowane jako komponenty. 
Z kolei nitroceluloza jest żółto-białą masą, nierozpuszczalną w wodzie i palną. Niżej nitrowana celuloza daje kolodium, celuloid, lakiery, żelatynę wybuchową. Wyżej nitrowana jest surowcem do produkcji bawełny strzelniczej, prochu bezdymnego, materiałów wybuchowych. Nie stanowi produktu gotowego i była dostarczana do innego zakładu produkującego proch ( Forst-Scheuno).  Fabryka w Christianstadt rozpoczęła produkcję nitrocelulozy w ostatnim kwartale 1941, przy pełnym obciążeniu produkcja dawała 1200 ton/ miesiąc. Przy jej wytwarzaniu pracowało 400 mężczyzn z Rosji, Hiszpanii i Włoch , Francji i innych krajów.Budynki produkcyjne były wszystkie nadziemne i nadziemnymi rurociągami stopiony materiał wybuchowy był tłoczony do stacji napełniania. Produkcja pracowała na 3 zmiany.Produkcja pełną parą rozpoczęła się w 42 roku. W części „Ulme-wiąz” wytwarzano nitrocelulozę i nitroguanidynę. W części o kryptonimie „Ruster-wiąz” produkowano nitroguadyninę i heksogen metodą Schnurra ( SH-salz) a także przygotowywano kwasy do nitrowania. Nitroguanidyna jest składnikiem prochów bezdymnych, materiałów wybuchowych i komponentem paliw rakietowych. Jej produkcja w zakładzie rozpoczęła się w pierwszym kwartale 42 i miesięczna produkcja wynosiła 1000 ton, zakład wytwarzał połowę niemieckiej produkcji nitroguanidyny. 

Trochę estetyki:
 Warto chwilę uwagi poświęcić tym ciekawym i pięknym zjawiskom pseudokrasowym występującym tu i ówdzie w opuszczonych budowlach betonowych. Geneza powstawania tych nacieków jest identyczna jak w jaskiniach krasowych. Odmienna jest jedynie struktura wyjściowa - sztuczny beton zamiast naturalnej skały wapiennej.

 Poprzez pęknięcia i szczeliny w ścianach i stropach betonu przenika woda. Tutaj głównie deszczowa i z topniejącego śniegu. Rozpuszcza ona zawarty w cemencie węglan wapnia i wytrąca w innych miejscach, tworząc typowe dla krasu jaskiniowego nacieki. Są to najczęściej formy stalaktytowe lub słabo rozwinięte draperie ale bywają tez stalagmity w spągu hal, czy korytarzy

 Jeśli uważnie się przyjrzeć stropom budowli, to znajdzie się całkiem sporo takich cudeniek 
No całkiem jak w jaskini

 Im grubszą warstwę betonu pokonuje woda, tym więcej zawiera w sobie rozpuszczonego węglanu wapnia. Wówczas osadza jednocześnie wiele stalaktytów

I kolejne obiekty:
Kolejny "szkieletor"  zdradza nam charakter produkcji.  
Po obu stronach budynków, na dwóch kondygnacjach umieszczono na całej długości balkony oraz zewnętrzne ciągi komunikacyjne. Służyły one błyskawicznej ewakuacji poszczególnych kondygnacji w razie skażenia atmosfery w budynku chemikaliami lub zagrożenia wybuchem. Dachy budynków były płaskie i korytkowe, wypełnione glebą do grubości 1 m. Posadzony w nich las doskonale maskował budynki oglądane z wysokości

Na zewnątrz tych budynków ustawione były w pozycji pionowej (cokoły betonowe) ogromne zbiorniki zawierające komponenty do produkcji - kwasy azotowy i siarkowy. Samą celulozę dostarczano do budynków w postaci bibuły


Balkony ewakuacyjne wyżej i otwory technologiczne poniżej

Prawdopodobnie był to budynek mieszania kwasów i roztworów
Studzienka rewizyjna i wejście do schronu - poniżej

Wody ściekowe po ich  neutralizacji zrzucano do Bobru na północ od miasta. Sieć kanałów ściekowych składała się z kamionkowych rur o średnicy 20 cm do 1m, z płaszczem betonowym, prowadzących do kolektorów. Studzienki rewizyjne (rzeczywiście wszędzie ich pełno) rozmieszczono co 50 60 m i służyły do kontroli i czyszczenia. Były osobne sieci na wody neutralne, kierowane wprost do kolektora zrzutowego i wody kwaśne, kierowane do neutralizatora. Zakład mógł zrzucać do Bobru na godzinę do 5000 m3 wód neutralnych, 2500 m3 wody zneutralizowanej i 3000 m3 wody chłodniczej. Ścieki kwaśne mogły zawierać 1% kwasu azotowego i 2% kwasu siarkowego. Ścieki z części Ruster zawierały ponadto ślady metanolu, formaldehydu i amoniaku. Ścieki pochodzące z produkcji nitrocelulozy były po oczyszczeniu zawracane do fabryki, tak, że w wodzie odlotowej nie było zawiesin. Układ neutralizacyjny składał się z basenu z mieszaniem do wyrównywania stężenia, klarownika, rząpia zbiorczego z rynną mieszającą, budynku filtrów i mleczka kredowego, głównego kolektora, rząpia kontrolnego, rząpia czyszczącego i kanału zrzutowego. Wody zawierające fenole były wstępnie podczyszczane w trzech budynkach i kierowane do zakładu neutralizacji. Najgorszym odpadem powstającym przy tej produkcji był szlam kredowy z zakładu neutralizacji. W innych zakładach był deponowany w pobliżu. Metoda składowania tego odpadu w zakładzie Christianstadt nie jest znana. Prawdopodobne jest przyjęcia założenia, że gdzieś w zakładzie jest składowisko tego osadu, które zagraża czystości wód gruntowych do dzisiaj. Wiele zakładów zrzucało ścieki wprost do Odry, bo była i tak martwa. Pod koniec wojny wprost do Odry w Dyhernfurcie wypompowano cały zapas tabunu, żeby się nie dostał w ręce rosyjskie. Ze ścieków kuchennych i z garaży były oddzielane tłuszcze i oleje. Toalety i umywalnie miały osadniki-klarowniki, ich przelewy były kierowane do kanału. Woda do produkcji była pobierana z Bobru na południe od miasta, była czyszczona i filtrowana, ale nie miała jakości wody pitnej. Zakład wody przemysłowej wybudowano 2 km powyżej Christianstadt w postaci 2 instalacji, odległych o 700 m. Zapotrzebowanie fabryki na wodę było 7750 m3/h i 186 000 m3 na dobę. Z ujęć głębinowych uzyskiwano 500m3/h.  W zakładzie wytwarzano energię elektryczną, parę i gaz. Siłownia była opalana węglem, zapotrzebowanie na węgiel nie jest znane, wodę czerpano z Bobru.
Jeszcze jeden "szkieletor", czy jak wolą inni "hotelowiec" ale wewnątrz każdy z nich różni się od pozostałych

Fundamenty stojaków pod cysterny układane w poziomie



Prawdopodobnie wstępna oczyszczalnia ścieków poprodukcyjnych. Powyżej widoczny jest separator ścieków olejowych (tzw. łapacz), poniżej kanały obiegowe oczyszczalni.
W całym kombinacie funkcjonowało kilka oczyszczalni ścieków. jedna główna i pomocnicze, przypisane do konkretnych budynków produkcyjnych.  Oczyszczanie ścieków zapewniało lepsze zabezpieczenie fabryki przed jej wykryciem przez aliantów i chroniło przed skażeniem środowiska na wielką skalę. Na zdjęciach jedna z oczyszczalni pomocniczych. Połączenie z główną oczyszczalnią zapewniała cała sieć podziemnych rurociągów zaopatrzonych w studzienki rewizyjne 

Widoczne w betonowych kręgach przegrody miały za zadanie odseparowanie części zanieczyszczonych od wód technologicznych lub oddzielenie części oleistych zbierających się na powierzchni wody

 Tzw. "kotły" - nazwa jest nieadekwatna. To budynki produkcyjne, w których poprzez zawirowania roztworów wodnych nitrocelulozy uzyskiwano oddzielenie nitrocelulozy od wody. Działanie podobne jak w cyklonach do separacji pyłów ze spalin.
 Zbiorniki były starannie glazurowane
 W tych budynkach (kotłach) doszło do eksplozji. Dziwne, że we wszystkich tego typu. Zniszczeniu uległy ściany boczne i dachy. Widać jak pękały belki stropowe ze strunobetonu


ELEKTROWNIA
To imponujący zespół obiektów. Właściwie były to dwie niezależne elektrownie. Położone obok siebie, a rozdzielone torami kolejowymi i placem składowym węgla. Było to paliwo zasilające oba zakłady. Rozmiary obydwu elektrowni były - jak na owe czasy - ogromne. Moc zainstalowana wszystkich turbogeneratorów musiała dorównywać lub nawet przekraczać moc elektrociepłowni wrocławskiej, zasilającej w energię elektryczną i w ciepło ówczesne miasto Breslau. W ruinach można jeszcze dostrzec stojany betonowe pod turbiny i generatory. Mogło być ich w sumie 4 + 2  w obu elektrowniach. Tyle też było kotłów parowych. Dziś trudno jest mi ocenić, czy zasilanie turbin parą odbywało się w systemie kolektorowym, czy też indywidualnie kocioł-turbozespół.
Zastosowane tu kotły były rusztowe, czyli miał węglowy podawany był rurami zsypowymi z zasobników przykotłowych bezpośrednio na ruszt poruszający się od zasobników węgla do środka paleniska. Można się spotkać z opisem, że były to kotły Lemonda. To bzdura. Lemond to francuska gazeta i nic więcej. A kotły parowe walczakowe były typu La Monta. Główną zaletą kotłów La Monta  są ich niewielkie wymiary i stosunkowo niskie koszty budowy. Pracują na zasadzie wymuszonego obiegu wody zasilającej. Mogą również pracować jako kotły wodne zasilające sieć ciepłowniczą. Sądząc po gabarytach kotłowni, maszynowni i obiektów towarzyszących obie elektrownie produkowały zasadniczo energię elektryczną, a kondensat  parowy za ostatnim stopniem turbiny schładzany był w wymiennikach podturbinowych, typu ciepłowniczego dając ciepłą wodę użytkową. Ponadto z upustów technologicznych poprzez stacje redukcyjne przekazywano część pary na potrzeby kombinatu. Tym sposobem uniknięto budowy chłodni kominowych kondensatu pary - co już z daleka zdradzałoby obecność w tym miejscu elektrowni. Obecnie trudno jest zlokalizować stacje transformatorowe poczynając od wyprowadzenia mocy z samej elektrowni. Ale stacje trafo to łakomy kąsek dla zdobywców łupów wojennych, więc pewnie jako jedne z pierwszych pojechały do kraju wyzwolicieli...
 Budynek główny elektrowni większej
 Kotłownia widziana z poziomu zero metrów
Poziom zero metrów kotłowni i pozostałości popiołów i żużla spod kotłów
Kotłownia poziom +8 metrów  gdzie stały kotły rusztowe w liczbie 4  na poziomie posadzki widoczne leje zsypowe żużla spod rusztu.  U góry widoczne leje zasypowe węgla - po dwa na kocioł. Tymi lejami poprzez rury zsypowe podawany był węgiel na ruchome ruszta
 Ściana zamykająca kotłownię na poziomie + 8 m. Za tą ścianą znajdowała się hala maszyn
 Kotłownia, widok z poziomu zasobników przykotłowych węgla. Widoczne leje zsypowe żużla i popiołu podrusztowego
Leje zasypowe zasobników węgla
 Hala maszyn na poziomie + 8 m. Widoczne fundamenty - stojany na których spoczywały turbozespoły wytwarzające energię elektryczną. na każdy kocioł parowy jeden turbozespół
Jeszcze raz maszynownia ze stojanami pod turbozespoły:  turbina parowa - generator
Pochylnia nawęglania. Tędy za pomocą przenośników (chyba taśmowych ewentualnie kubełkowych) podawano węgiel do zasobników przykotłowych
 Galeria nawęglania elektrowni. Tu  przenośniki były opróżniane. Węgiel zrzucano do zasobników przykotłowych ( otworami w posadzce). Pod zasobnikami były leje zasypowe węgła widoczne na kotłowni na zdjęciach powyżej
I ta sama galeria wiodąca w dół na plac odkładczy węgla
Budynek główny kotłowni. Wielki okrągły otwór to było prawdopodobnie zasysanie powietrza do komór spalania kotłów
Kominy. Większa elektrownia miała dwa kominy murowane z cegły. Ta druga, mniejsza odprowadzała spaliny do kominów podobno teleskopowych. Ta informacja nie jest do końca wiarygodna. Kominy ceglane nawet w razie alarmu przeciwlotniczego i tak były doskonale widoczne, a opowieści o szybkim wygaszaniu kotłów rusztowych włożyć można między bajki....

OCZYSZCZALNIA
Silnie żrące ścieki fabryczne neutralizowano w kompleksie oczyszczalni. Wchodziły do niego dwa czterokomorowe baseny rozdzielone skomplikowanym systemem filtrów, separatorów i osadników, a do tego sieć kanałów oraz pomp. W filtrach wykorzystywano ziemię okrzemkową. Przez cały teren fabryki przechodzi kanał, do którego wpadają kolektory o średnicy 20-60 cm. Kanał, ukryty pod ziemią, odprowadzał do Bobru oczyszczone ścieki. Zakład czerpał wodę również z Bobru. Na brzegu rzeki zbudowano dwa olbrzymie zbiorniki, skąd woda była pompowana dalej trzema kolektorami o średnicy 80 cm. Zachowały się budynki mieszczące kiedyś stacje pomp i filtry oraz liczne obiekty hydrotechniczne - śluzy, podziemne kanały, studnie i włazy kanalizacyjne.





Linki do tematów pokrewnych na moim blogu : 
https://paskonikstronik.blogspot.com/2015/02/miejsca-geboko-ukryte.html
https://paskonikstronik.blogspot.com/2015/06/rejon-umocniony-stachelberg.html
https://paskonikstronik.blogspot.com/2016/06/nowogrodziec-ruiny-klasztoru.html


Obecnie przedstawiciele koncernu Dynamit NobelAktiengesellschaft zaprzeczają, że mają cokolwiek wspólnego z firmą Dynamit Actien-Gesellschaft (wcześniej Alfred Nobel & Co.), która wykorzystywała robotników do pracy niewolniczej. Natomiast w swoim katalogu reklamowym dowodzą, że nawiązują do przedsiębiorstwa Alfred Nobel & Co...  Typowa u Niemców "krótka pamięć" w tematach dla nich kłopotliwych...


Korzystałem z n/w materiałów :
-  http://www.nowogrodbobrz.eisp.pl/artykuly/a07.html;
-  http://krzystkowice.eisp.pl/artykuly/a10.html;
-http://www.sztolnie.fora.pl/eksploracja-w-polsce,131/lubuskie-krzystkowice-    fabryka-materialow-wybuchowych,1969.html;