10 sierpnia 2016

OPATÓW KOLEGIATA ROMAŃSKA

ROMAŃSKA   KOLEGIATA   ŚW.  MARCINA  W  OPATOWIE.    

   Jeden z najcenniejszych i najlepiej zachowanych pomników architektury romańskiej  w Polsce. Jej znaczne rozmiary i wysokiej klasy wykonawstwo zadecydowały o czołowej pozycji na liście zabytków. Mało ich mamy. Nasze ziemie utraciły bezpowrotnie wiele wspaniałych arcydzieł architektury i sztuki. Wojny, najazdy, zabory, bombardowania... dokonały szeregu zniszczeń. A do tego liczne przebudowy i rozbiórki wraz z nadejściem kolejnych stylów, mód  i nowych epok ...  Toteż tych kilkanaście zachowanych dużych romańskich kościołów, to niemal całe nasze dziedzictwo okresu początków wieków średnich i początków architektury murowanej.  
Kolegiata opatowska zajmuje historyków i architektów z jeszcze jednego powodu. Nieznany jest jej rodowód historyczny, a niezwykle skąpe, zachowane przekazy i informacje nie pozwalają na jednoznaczne określenie ani fundatora, ani inspiracji do stworzenia takiego dzieła... 
zdjęcie pochodzi ze strony : http://www.radio.kielce.pl/pl/post-39735

HISTORIA
Najstarsze ślady osadnictwa wczesnośredniowiecznego na terenie Opatowa odnalezione zostały na  północnych przedmieściach miasta. Pochodzą one z  VIII-XI wieku. Najprawdopodobniej pierwotnie miejscowość ta była określana mianem Żmigród – od zlokalizowanego we wczesnym średniowieczu na jej wzgórzu lokalnego ośrodka słowiańskiego kultu Żmija. Po włączeniu w X wieku Opatowa w skład państwa polskiego miejsce to stało się jedną z głównych osad Sandomierszczyzny. Nazwa Opatów odnotowywana jest po raz pierwszy w   1189 roku. Na niewielkim wzgórzu żmigrodzkim, gdzie zlokalizowane było wczesnośredniowieczne centrum Opatowa, wzniesiono w XI wieku najstarszy tu kościół p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Zaś z drugiej strony rzeki Łukawy, przepływającej przez miejscowość, na przełomie XII/XIII wieku ukończono budowę kolegiaty p.w. św. Marcina. Najstarsze źródła pisane nie wspominają  nic o początkach samej fundacji. Poświadczają jedynie istnienie opatowskiej kolegiaty, co najmniej od 1206 roku: dokument z roku 1206 wymienia jako świadków znanych z inicjałów kanoników opatowskich - dziekana, scholastyka i kantora.  Według popularnych hipotez wzniesiono ją z myślą o stworzeniu w Opatowie diecezji sandomierskiej lub na potrzeby misji na Rusi.  W 1235 r książę Henryk Brodaty oddał Opatów wraz z 16 wsiami biskupom lubuskim z życzeniem, aby stąd korzystniej mogli zajmować się apostołowaniem na Rusi, gdzie prawdopodobnie posiadali już swoją misje.  
Kolegiata od strony południowej. Wieża południowa cieszy oko swoimi podwójnymi oknami
Od strony północnej wejście do nawy zdobi piękny gotycki portal kamienny o bogatej ornamentyce. Natomiast wieża pólnocna odbudowana została bez zbytniej dbałości o detale
Prezbiterium wraz z północnym skrzydłem transeptu i północną apsydą. Ceglane szczyty transeptu dobudowano w okresie renesansowej przebudowy

Według innych teorii fundacja potężnego, jak na tamte czasy, kościoła wiązana jest bądź to z rycerzami, bądź z jednym ze zgromadzeń zakonnych. Jan Długosz - nasz znamienity dziejopis - w swoich pracach wspomina ( Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis), że u początku opatowskiej świątyni stoi zakon rycerski samych templariuszy. Pośród hipotez nie sposób ominąć i tej, która fundację kościoła przypisuje księciu Henrykowi Sandomierskiemu. A wiadomo, że książę z zakonami rycerskimi spotkał się podczas wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej. Po szczęśliwym powrocie miał wybudować dla nich kościół.
Wiele emocji wzbudzają informacje o związkach i początkach kolegiaty z Zakonem Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona. A to za sprawą samego Długosza. Temat ten jest na tyle ciekawy, że warto mu poświęcić osobny wątek w dalszej części*
Pod koniec XIX wieku prof. Władysław Łuszczkiewicz publikując swoje "Studyum zabytku romańszczyzny" odrzucił zdecydowanie możliwość funkcjonowania kościoła jako świątyni klasztornej, przeciwstawiając jej pogląd, że powstał on w 2 połowie XII wieku, jako fundacja książęca lub rycerska i był od razu przeznaczony na kolegiatę albo katedrę.
Plan sytuacyjny rejonu kolegiaty z oznaczeniem miejsc badań archeologicznych
oraz wierceń badawczych. Szkic pochodzi z Przeglądu Historycznego 1954r  45/4  str 691-721
Badania terenowe archeologiczne i architektoniczne przeprowadził w maju 1953 r prof Tadeusz Manteuffel. Wyniki badań, najogólniej rzecz ujmując, obaliły definitywnie hipotezę o cysterskim pochodzeniu kolegiaty św. Marcina. Jej kształt, swoisty układ otworów wejściowych, wreszcie brak jakichkolwiek śladów zabudowań klasztornych przemawia również za koniecznością odrzucenia benedyktyńskich początków tej świątyni. Wątpliwe wydaje się tak samo powiązanie jej z jakimś zakonem rycerskim. Architektura świątyni świadcząca o wysokiej klasie jej budowniczych zdaje się wykluczać autorstwo miejscowych rzemieślników i każe domyślać się ręki jakiegoś wysoce kwalifikowanego zespołu muratorów, który zapewne wykonał w Polsce niejedną budowę tego rodzaju.
Na zdjęciu widoczny odsłonięty fragment głównej apsydy, która pierwotnie zamykała prezbiterium  od wschodu. (Odnośnie przyczyn przebudowy prezbiterium badania nie przyniosły żadnych spostrzeżeń. Doskonały stan techniczny odkrytych fundamentów apsydy i prezbiterium wyklucza możliwość jakiejś katastrofy budowlanej. Nie stwierdzono też żadnych śladów innego kataklizmu (np. pożaru)). Zdjęcie pochodzi z Rocznika Muzeum Świętokrzyskiego 3/1965  str 105-126

Przełomowym wydarzeniem dla dalszych dziejów kolegiaty była napaść Tatarów na Małopolskę w 1502 r Kolegiata uległa poważnym zniszczeniom. Stosunkowo szybko podjęte zostały prace budowlane, podczas których nawa główna nakryta została późnogotyckim sklepieniem, jak również częściowemu przemurowaniu uległy ściany prezbiterium, transeptu i naw bocznych. Ponadto niemal w całym kościele przekształcono bądź też zamurowano dotychczasowe otwory okienne. Istotnej zmianie uległa także strona zewnętrzna kościoła. Wzniesiono  wówczas nad ścianami szczytowymi transeptu późnogotyckie szczyty, natomiast przebudowany częściowo szczyt prezbiterium zwieńczono sterczynami, na których umieszczono herby kanoników kapituły oraz gmerki rajców opatowskich. Zamknięto otwory portalowe w ścianach zachodnich północnego ramienia transeptu, wieży południowej i zapewne nawy południowej (widoczny ślad zamurowania). Okna częściowo poszerzono (w ścianie południowej transeptu i środkowe w jego ścianie wschodniej), względnie wybito na nowo zamurowując dawne (w ścianie północnej nawy głównej oraz w południowej ścianie południowego ramienia transeptu). Otwory okienne w zachodniej ścianie północnego ramienia transeptu oraz w nawach bocznych, zamurowane prawdopodobnie w czasie tej samej przebudowy, odsłonięte w 1949 r. od wewnątrz i z zewnątrz aż do najwęższego punktu ościeża.
Odbudowa zniszczonej kolegiaty trwała stosunkowo długo, skoro w zawierającym odpusty dla opatowskiego kościoła legacie papieża Leona X, wydanym w Budzie w 1527 r przez  kardynała Tomasza Bákócsa, zachęcano obywateli Opatowa do czynnego udziału w prowadzeniu restauracji zniszczonej świątyni.  Przekonuje o tym także dwukrotnie wykuta data „1547”.
Kolejna wielka przebudowa miała miejsce około roku 1726. Przede wszystkim znacznie przekształcona została wschodnia część kolegiaty. Najpewniej wówczas podwyższono do wysokości nawy głównej dachy prezbiterium i transeptu, a ponadto nad wspomnianymi częściami oraz nawami bocznymi założono sklepienia żaglaste z lunetami. Zarówno ściany transeptu , jak i prezbiterium rozczłonkowane zostały pojedynczymi pilastrami toskańskimi, dźwigającymi wąski pas profilowanego gzymsu. Nieznaczne podkreślenie narożnych pilastrów środkowego przęsła transeptu oraz nakrycie go sklepieniem żaglastym, oddzielonym szerokimi pasami gurtów, stworzyło iluzję centralnej przestrzeni, nakrytej jak gdyby kopułą. W efekcie powstało wnętrze składające się z dwóch stylistycznie różnych przestrzeni: średniowiecznego korpusu oraz średniowieczno-barokowej części wschodniej. Prace remontowo-budowlane objęły także zachodni masyw wieżowy. Świadczy o tym wykuta w górnych partiach wieży pn data „1726”.
Można przyjąć, iż w ciągu pierwszej połowy XVIII w. ukończone zostały niemal wszystkie roboty budowlane, a ponadto zmiany dokonane w tym czasie we wnętrzu w sposób zasadniczy ukształtowały obecny wygląd kolegiaty.

Pierwszy kontakt z kolegiatą bywa znamienny. Albo porazi ona swoimi atutami, albo nie dostrzegając jej unikalnej urody, patrzymy jak na zwykły kościół dość dużych rozmiarów. Ci drudzy najczęściej ożywiają się nieco, kiedy mogą ujrzeć wnętrze kościoła. Bogaty zespół malowideł barokowych od razu rzuca się w oczy. Do tego mocno zaakcentowane treści patriotyczne - malowane sceny z pól bitewnych polskiego oręża - robią wrażenie. Jednak ci, którzy dostrzegli wspaniałość bryły, szlachetność proporcji, obfitość detali kamieniarskich - wolą obejrzeć po kolei wszystko to, co ten szacowny zabytek wystawia na zewnątrz swoich murów...
U góry i u dołu północna apsyda  przyległa do skrzydła transeptu. W znacznym stopniu przemurowane zostały obie apsydy. W. Łuszczkiewicz wspomina, że każda z nich miała trzy okna.  Dziś apsyda południowa ma tylko jedno okno; duża partia jej murów została zastąpiona współczesnymi ciosami, pozostałe są efektem wcześniejszych napraw. W apsydzie północnej znajdują się dwa okna, w tym jedno z datą 1547. Ślady napraw i przemurowań noszą również mury prezbiterium i ramion transeptu oraz górne partie murów nawy głównej.

Południowa wieża z pięknie wyprofilowanymi podwójnymi oknami romańskimi

ARCHITEKTURA
Opatowska kolegiata będąc jednym z najznakomitszych przykładów rodzimej architektury romańskiej, jest jednocześnie zabytkiem bardzo mało rozpoznanym i przebadanym. Badania nad kolegiatą opatowską zapoczątkował Władysław Łuszczkiewicz, autor najobszerniejszej, jak dotychczas, publikacji poświęconej temu kościołowi. Szereg kolejnych prac naukowo-badawczych odsłonił wiele ciekawych detali oraz dostarczył  szeregu sensacyjnych odkryć, które jednak nigdy nie doczekały się całościowej publikacji. Należy przy tym pamiętać, że nie jest to zabytek łatwy do analizy. Zawiera bowiem współżyjące w jednym organizmie cechy układu przestrzennego typowej dwunastowiecznej bazyliki transeptowej z dwuwieżową fasadą zachodnią i z apsydami na zamknięciu ramion transeptu, posiadając przy tym prosto zamknięte (w miejsce apsydy), kwadratowe w rzucie prezbiterium, mające układ przestrzenny i wystrój elewacji typowe dla architektury cysterskiej. Prezbiterium to wskazywałoby na proweniencję z architekturą cysterską, jednak większej wagi argument, przemawiający przeciwko cysterskim początkom kościoła, stanowi zespół cech stylowych pozostałych części budowli. Trzeba zauważyć, że zestawienie takie jest bardzo rzadkie w architekturze romańskiej Europy i nie przypadkiem nie przytoczono dotąd w literaturze żadnego przykładu budowli romańskiej, której plan można by zestawić z planem kolegiaty w Opatowie. Należy również zwrócić uwagę na pewne cechy wspólne, łączące kolegiatę bardziej z architekturą francuską niż z cytowaną znacznie częściej architekturą niemiecką (jeśli przyjąć że u początków kościoła stoi Henryk Sandomierski, to niezależnie, czy kościół powstał dla templariuszy, czy dla joannitów - kontakty z zakonem rycerskim nawiązał Sandomierczyk w Ziemi Świętej lub na szlakach wiodących do i z, a nie na terenach dzisiejszych Niemiec, więc i strzecha budowlana raczej nie musiała z Niemiec pochodzić...).
rysunek pochodzi ze strony " Witryna Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Opatowskiej"

Kościół wzniesiono z okolicznych ciosów piaskowca krzemienistego. Otrzymał formę trójnawowej bazyliki pułapowej z transeptem, z trójapsydowym zakończeniem od wschodu oraz dwuwieżowym masywem zachodnim mieszczącym również emporę. Jeszcze w ciągu XII w. wbudowana została trójnawowa kruchta międzywieżowa nakryta wspartym na gurtach sklepieniem kolebkowym (zlikwidowana jednak w XIV w.). Wschodnia część kościoła została zaplanowana w oparciu o moduł kwadratowego skrzyżowania o wymiarach 6,7 x 6,7 m. Moduł ten powtarza się w rzucie przęsła prezbiterium oraz ramion transeptu. Trójnawowy korpus jest czteroprzęsłowy. Kwadratowe przęsła naw bocznych oddzielają od przęseł nawy głównej czworoboczne filary, z wyjątkiem ostatniej -wschodniej pary-o przekroju krzyżowym. Przęsła nawy głównej mają kształt stojących prostokątów, których długość równa jest długości przęsła nawy bocznej, natomiast szerokość — dwóm takim długościom. Oznacza to, że nawa główna jest dwukrotnie szersza od naw bocznych.
Długość kościoła na osi północ — południe wynosi 36 m, w tym 16,40 m przypada na korpus nawowy. W partii transeptu szerokość równa jest 22,6 m; natomiast w partii korpusu nawowego 15,80 m. Grubość muru romańskiego wynosi ok. 110 cm, zaś przestrzeń między ciosową okładziną 60 cm. Średnica apsyd wynosi 5,75 m.
Pod szczytem nawy głównej przebiega romański fryz arkadowy
Północna ściana nawy głównej pierwotnie przepruta była podwójną ilością okien. Te zamurowane zaznaczono żółtym kolorem 
Do dawnej kostnicy prowadzi dużej urody gotycki portal o ościeżach zdobionych roślinnym ornamentem. Ufundował go w 1515 roku sam kanclerz Szydłowiecki - ówczesny właściciel Opatowa
Ów portal zachwycił nawet prof Władysława Łuszczkiewicza, który opisuje go ciepło: "przeprowadzony naiwnie ręką samoucznego kamieniarza miejscowego (...) ornament roślinny wychodzi u podstawy z kielichów kościelnych (...) przerywają go to jakieś inne naczynia renesansowe, to tarczki herbowe, z których jedna w kluczu nosi na sobie Odrowąża bez szczytu, druga (...) Łabędzia. (...) jasnem nam jest, że herb Odrowąż przynależy Krzysztofowi Szydłowieckiemu, zaś Łabędź jest herbem jego matki Zofii z Pleszewa, drugiej żony Stanisława, kasztelana radomskiego, który dał początek świetności rodu, co tak wcześnie zabłysnął i zniknął"

 A tu ciekawostka. Widoczne wyraźnie znaki na kamieniach, to nie pozostałości po częstym ostrzeniu szabel i grotów przez posłów, którzy zbierali się tu na sejmiki szlacheckie między XV a XVIII w ale  raczej mają one związek z pogańskimi wierzeniami. Otóż, Żmij, od którego wywodzi się nazwa Żmigród- dość pospolita na ziemiach polskich - (czyli osada, która dała początek Opatowowi), jest istotą z mitologii słowiańskiej, gromowładnym bóstwem, łączącym cechy węża, byka i ptaka, a żmigrody były miejscami jego kultu. Z kultem tym wiązał się obrzęd rytualnego niecenia "świętego ognia"  przy pomocy świdrów i pił ogniowych. Wywodzący się z czasów pogańskich obyczaj, w okolicach Sandomierza przetrwał aż do XIX wieku, a nawet do czasów współczesnych - vide Koprzywnica i święto św. Floriana. Więcej na temat Koprzywnicy : https://paskonikstronik.blogspot.com/2016/08/koprzywnica-pocysterski-koscio-i.html
W czasach chrześcijańskich święte kamienie ze żmigrodów zastąpiły mury i portale kościołów i kapliczek. Ogień niecony o nie w Wielką Sobotę przed Zmartwychwstaniem Pańskim nabierał sakralnego charakteru, zachowując jednak swój pradawny, słowiański rodowód...
Fasada zachodnia kolegiaty
Wieżę południową zdobią trzy kondygnacje podwójnych okien romańskich. Kolumienki w biforiach mają ładnie zdobione głowice
Motyw czteroliścia zdobi kolumienkę okna
Gzyms kostkowy pod oknem przypomina podobne formy zdobnicze jakie znajdziemy w romańskim kościele w pobliskiej Koprzywnicy


Główny portal wejściowy do kolegiaty. Obecnie po kilku przeróbkach. Pierwotnie z lewej i z prawej miał jeszcze wejścia boczne - dziś zamurowane. To przy tych wejściach stały rzeźbione w kamieniu postaci rycerzy zakonników, którzy  "stracili głowy" ...

Główne wejście do kościoła wiedzie dziś przez pozostałości przepięknego uskokowego, trójarkadowego romańskiego portalu, o wspartych na kolumnach okrągłołukowych archiwoltach, których gładkie wałki z czerwonego piaskowca kontrastują z żółtoszarymi ciosami (podobne zestawienia kolorystyczne w detalach kamieniarskich budowli romańskich odnajdziemy jeszcze w wielu innych zabytkach regionu ale też i na Dolnym śląsku choćby w kościele św. Bartłomieja w Trzebnicy, czy w Starym Zamku k. Sobótki). Prowadzi do nawy głównej kolegiaty. Jeszcze w XIII wieku zamurowano go jednak i wejście przeniesiono na stronę południową, a w przestrzeni między wieżami wybudowano kryptę. Ponownie wejściowy portal osadzono w zachodniej ścianie dopiero w połowie XV stulecia. Wtedy zapewne wewnątrz romańskiego wstawiono ostrołukowy, profilowany portal gotycki, który dziś ładnie współgra z całością.

 Ponad nim w romańskim tympanonie znajdziemy łuk z roślinnym ornamentem - zapewne ślad pierwotnych jego ozdób i jeszcze jeden gotycki akcent: trzy zgrabne maswerkowe arkadki o czterech różnych od siebie głowicach, a w głowicy jednej z nich maska. Przy portalu, w kościele stoi kropielnica w kształcie pucharu - według tradycji współczesna z pierwotną kolegiatą.








Kropielnica kamienna w kształcie pucharu pochodzi najprawdopodobniej z początków istnienia kolegiaty

Z boku, od strony nawy północnej, do kościoła prowadził inny zachowany portal romański. Jego archiwolta o gładkich wałkach, która biegnie półkolnie zakreślona profilem węgarów, wspiera się na jednej kostkowej i trzech kielichowych głowicach dwóch par kolumienek, ozdobionych ornamentami z liści spiętych astragalą sznurową (Łuszczkiewicz). Zamykają go okute żelazne drzwi z początków XVI wieku. Dziś jest to wewnętrzny portyk zamkniętego północnego narteksu. Z zewnątrz prowadzi do niego ufundowany przez kanclerza Szydłowieckiego około 1515 roku ostrołukowy portal z piękną dekoracją roślinną w układzie kandelabrowym.


Kute żelazne drzwi pochodzą z XVI wieku




Na tympanonie widoczne mocno już zatarte ślady polichromii


renesansowa kropielnica kamienna





Na ścianie dawnego kapitularza, przy południowo-zachodnim rogu świątyni, widnieje gotycka polichromia z drugiej połowy XV wieku ze scena ukrzyżowania Chrystusa.
Polichromia jest dobrze zachowanym stanie.  Prócz ukrzyżowanego Chrystusa rozpoznamy tu towarzyszących Mu ukrzyżowanych łotrów, grupę płaczących niewiast, a także tajemniczego rycerza w zbroi z mieczem u boku identyfikowanego przez niektórych badaczy jako templariusza ...
Scena opłakiwania Chrystusa pod krzyżem. Tradycyjnie w niebieskim płaszczu Maria. Żołdak ze skraju lewej strony przebija włócznią bok Chrystusa
Ciekawe jest umieszczenie w tak obłożonej kanonami scenie ukrzyżowania owego rycerza w zbroi 
Pozostałe freski w kapitularzu

WYPOSAŻENIE WNĘTRZA
Dla miłośnika architektury i sztuki romańskiej wnętrze kolegiaty może nieco rozczarowywać. Brak tu detali i elementów właściwych sztuce romańskiej, umknęła gdzieś klasyczna poprawność proporcji i szlachetna harmonia. Nie znajdziemy żadnych śladów po głowicach i kapitelach kolumn,  a zamiast nich króluje tu barok. Warto jednak obejrzeć, wszystko, co bogato dekorowane wnętrze ma do zaoferowania.

Widok na nawę główną spod chóru muzycznego
Nawa główna i empora organowa widziane spod ołtarza
Niżej i wyżej barokowe ołtarze umieszczone w romańskich apsydach

południowa nawa boczna
Północna nawa boczna
W trakcie odbudowy, po spaleniu kolegiaty przez Tatarów w 1502 roku, nawę główną nakryto późnogotyckim sklepieniem sieciowym, z rozetowymi zwornikami, a pozostałe części - żaglastym z lunetami

U góry i u dołu centralny fresk na przecięciu nawy głównej z transeptem. Sceny z żywota patrona świątyni św. Marcina

Niżej i wyżej freski sklepienne w obu ramionach transeptu


Nawę główną zamyka od zachodu szeroki dwupolowy prospekt organowy ulokowany bezpośrednio na chórze muzycznym z którym doskonale się komponuje
W 1745 r, staraniem ks. dziekana Flaszyńskiego, zawarta została umowa z organmistrzem Kiehlem z Opawy na wykonanie nowych organów, które mistrz opawski zobowiązał się ukończyć w 1746 r przed świętem św. Marcina. Równocześnie wykonany został także kulisowy prospekt o wklęsło-wypukłym konturze, zdobiony dekoracją snycerską, kilkakrotnie przemalowywany i złocony. Nie znana jest ówczesna dyspozycja instrumentu. 
W dotychczasowej literaturze utrzymuje się pogląd, że organy opatowskie wykonane zostały w 1846 r przez Wenzla Thiela z Opawy, a jako pierwszy wiadomość tę przytoczył Fudalewski. Sądzić można, że powyższa data, powtórzona wraz z zniekształconym nazwiskiem organmistrza w późniejszych publikacjach, jest wynikiem bądź pomyłki Fudalewskiego, bądź też jest rezultatem błędu drukarskiego. Organy powstały w 1746 roku, a w roku 1846 przebudowywał je Wenzel Thiel. Ponadto organy opatowskie były wielokrotnie odnawiane, m. in. w 1793 r oraz w 1889 r przez organmistrza Adolfa Homana. Obecnie instrument posiada 26 głosów. Mechanizm gry i aparat dźwiękowy pochodzą z 1846 roku.
Pozytyw osadzono na przełamującym się gzymsie cokołowym

Lament Opatowski

Nagrobek Krzysztofa Szydłowieckiego, pod względem opracowania artystycznego dorównuje pomnikom królewskim w wawelskiej Kaplicy Zygmuntowskiej. Składa się z kilku skomponowanych części: z pochylonej płyty odlanej z brązu, z leżącą postacią fundatora – wykonanej za jego życia w krakowskim warsztacie Bernardina de Gianotis, brązowych i marmurowych renesansowych detali i ornamentów po bokach i w zwieńczeniu nagrobka, oraz z odlanej w brązie płyty na cokole z płaskorzeźbioną sceną z postaciami opłakującymi śmierć wielkiego magnata i kanclerza – zwanej Lamentem Opatowskim (1533-1536), wykonanej przy udziale Jana Ciniego ze Sieny z fundacji hetmana Jana Tarnowskiego.
"Pośrodku artysta umieścił długi stół a wokół niego kilkudziesięciu dostatnio i różnorodnie ubranych mężczyzn. Są wśród nich mieszczanie, przedstawiciele krajów wschodnich i polskiej szlachty. Na ich twarzach maluje się rozpacz. Opłakują śmierć jednej z najważniejszych osób Rzeczypospolitej - Krzysztofa Szydłowieckiego. Kanclerz wielki koronny Krzysztof Szydłowiecki nabył Opatów od biskupów lubuskich w 1514 roku. Był dla mojego miasta prawdziwym mecenasem i dobrodziejem. Otoczył je murem obronnym z czterema bramami: warszawską, lubelską, krakowską i sandomierską. Od południa poszerzył miasto o jedną ulicę - Starowałową. Jedną z najważniejszych inwestycji była budowa
w 1518 roku wodociągów miejskich. Dzięki przyjaźni, jaka łączyła go z królem
Zygmuntem Starym wystarał się o wiele przywilejów dla opatowskich mieszczan. Za jego czasów rynek był pełen handlujących. Szczególnie ludno było podczas jarmarków odbywających się kilkakrotnie w ciągu roku. Kanclerz był szczególnie hojny dla kolegiaty. Rozpoczął remont świątyni, który został zakończony już po śmierci Szydłowieckiego. Nigdy nie szczędził dla niej pieniędzy i darów. Rządy kanclerza w Opatowie trwały zaledwie 18 lat. Zmarł 29 grudnia 1532 r. w Krakowie. Został pochowany w Opatowie, czego życzył sobie jeszcze za życia. Tutaj przygotował dla siebie i swojej rodziny kaplicę grobową. Za jego czasów Opatów naprawdę zasługiwał na miano Wielkiego."

Nagrobki szkoły włoskiej wykonane są z czerwonego węgierskiego marmuru. Trójkondygnacyjny pomnik kanclerza zwieńczono marmurowym gzymsem, poniżej płyta odlana z brązu przedstawia leżącą postać kanclerza

 Najniższa i najcenniejsza część nagrobka w formie płyty, tzw. lament opatowski, została ufundowana przez zięcia kanclerza – hetmana wielkiego koronnego Jana Tarnowskiego już po śmierci Szydłowieckiego. Metalowa płyta przedstawia czterdzieści jeden postaci zebranych wokół stołu, które wyrażają żal i rozpacz po wiadomości o śmierci kanclerza. Zwraca uwagę uchwycony ruch, różnorodność strojów, a nawet obecność psów pod stołem, co w tamtych czasach było normą. Poza wartością artystyczną jest to skarbnica wiedzy ikonograficznej. Płyta, jak i pozostałe nagrobki są dziełem warsztatów włoskich mistrzów, którzy gościli wówczas w Krakowie przy budowie kaplicy zygmuntowskiej.
 Wielofiguralna sceniczna kompozycja ukazuje zapewne przyjaciół i domowników kanclerza Szydłowieckiego rozpaczających na wieść o jego śmierci, którą przyniósł im zwiastun (postać w kontuszu, na lewo od stołu). Scena takiego powszechnego lamentu, może być, jak się przypuszcza, zaczerpnięta z dramatu greckiego lub rzymskiego. Zarazem nawiązuje prawdopodobnie do rzeczywistego zdarzenia, jakim było przybycie na posiedzenie Senatu w Krakowie posłańca wieszczącego  podbicie wyspy Rodos przez Turków (1522), która dla kanclerza była zwiastunem zagrożenia dla Polski i Europy.

Nagrobek Ludwika Szydłowieckiego, syna kanclerza
Nagrobek Anny Szydłowieckiej, córki kanclerza

Sceny batylistyczne na polichromiach

Barokowy wystój kościoła reprezentują wspaniałe polichromie z XVIII wieku przedstawiające tematykę batalistyczno-historyczną. Prawą stronę prezbiterium ozdabia obraz „Bitwa na Psim Polu” ukazujący triumf Bolesława Krzywoustego nad cesarzem Niemiec Henrykiem V. Po lewej stronie upamiętniono zwycięstwo pod Grunwaldem króla Władysława Jagiełły nad Zakonem Krzyżackim. W północnej części oddano zaś hołd królowi Janowi III Sobieskiemu za zwycięstwo odniesione nad Turcją pod Wiedniem. Polichromie barokowe przedstawiają także sceny z życia patrona kościoła św. Marcina, oraz obrazy alegoryczne i o ornamentyce roślinnej. 


                                 


   


      


Gotycki krucyfiks z początku XV wieku


     


Skrzyżowanie nawy głównej i prezbiterium z transeptem


Typowe dla baroku malarstwo iluzoryczne i prawdziwe okno romańskie
 Pięknie kuta barokowa klatka schodowa prowadzi do wieży północnej. W ostatnim przęśle nawy północnej, sąsiadującym ze wschodnią ścianą wieży, na wysokości 2,5 m, znajduje się zamurowany ciosami portal z zachowanym od zachodniej strony węgarem, o prostym nadprożu, zamknięty półkoliście. Na powierzchni tympanonu widoczne są ślady średniowiecznej polichromii. Portal został odsłonięty podczas prac konserwatorskich polichromii korpusu nawowego, prowadzonych w latach 1989-1991. Wymiary górnej partii portalu są niemal identyczne z wymiarami portalu prowadzącego z nawy północnej do wieży, przy czym ten ostatni ma znacznie szerszą i masywniejszą belkę nadproża, wychodzącą poza gładką archiwoltę. Wysoko nad nim  kamienny cios zdobiony czworoliściem (fot. poniżej) pochodzący z najstarszej kolegiaty
          
Malowane zacheuszki w formie wieńców, zbliżone do tych, które malował przed 1531 r. Stanisław Samostrzelnik w farze w Szydłowcu.

*Czy Jan Długosz miał rację przypisując sprowadzenie templariuszy na Ziemię Sandomierską  księciu Henrykowi Sandomierskiemu ? Nie istnieje już niestety tympanon fundacyjny w zachodniej ścianie kolegiaty opatowskiej, z treści którego Długosz wyprowadził swój wywód. Co właściwie wiemy z kronik Długosza? "Kolejne informacje o kolegiacie opatowskiej zamieszcza dopiero Jan Długosz w Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis. (...) Ujrzawszy w portalu głównym kościoła uszkodzone posągi postaci w strojach, które uznał za habity rycerzy zakonnych, wysnuł Długosz domniemanie, że byli oni kiedyś posiadaczami kościoła. Rozpoczął w ten sposób długą listę domysłów i spekulacji. Jego wersja do dziś jest najbardziej tajemnicza i "egzotyczna". Wg niej kolegiatę św. Marcina mieli zbudować Templariusze. Sprowadził ich na te tereny Henryk Sandomierski, (...) Henryk Sandomierski rzekomo osadził Braci Świątyni Salomona w Opatowie. Pierwszym komandorem został jednocześnie pierwszy znany z imienia polski Templariusz - Wojsław (Wielisław) Trojanowic herbu Powała, zwany jerozolimskim. Komandoria miała przetrwać do 1237 roku." Pytanie pozostanie chyba długo jeszcze bez jednoznacznej odpowiedzi. Ale jest kilka faktów historycznych i informacji, z których wynika, że Długosz popełnił błąd lub raczej dał upust swojej fantazji, a templariusze jeśli nawet kiedykolwiek dotarli do kolegiaty lub w jej pobliże, to było to raczej dziełem przypadku niż świadomego działania.
Książę Henryk Sandomierski wyprawił się po raz pierwszy w kierunku Ziemi Świętej w roku 1147. Dołączył wówczas do oddziału prowadzonego przez księcia czeskiego Władysława II i jego brata Henryka. A wszyscy razem należeli do oddziałów krzyżowców nienieckich prowadzonych przez cesarza Konrada III. Wyprawa ta nie dotarła do Ziemi Świętej. Cesarz niemiecki poniósł klęskę w okolicach Konstantynopola i sam ratował się ucieczką.  Polski książę zmienił obóz i w Konstantynopolu, wraz z Czechami i Francuzami, złożył przysięgę wasalną cesarzowi bizantyjskiemu, Manuelowi Komnenowi. W walkach w Anatolii ponieśli kolejne ciężkie straty. Wówczas dowództwo nad krzyżowcami powierzono jednemu z mistrzów zakonu templariuszy. To zapewne wówczas Henryk poznał po raz pierwszy bractwo zakonne templariuszy. Wyprawa ta dotarła najpierw do Trypolisu, potem do Akki, skąd Henryk Sandomierski wraz z Władysławem Przemyślidą powrócili poprzez Konstantynopol, do swoich krajów.
Niedługo potem książę wyprawił się do Ziemi Świętej po raz drugi. Niektóre źródła podają nawet przyczynę owej wyprawy: W 1154 r udał się do Jerozolimy, by bronić jej przed Saracenami. Pragnął w ten sposób zdjąć z siebie i ze swoich braci klątwę, którą rzucił na nich legat papieski, Gwidon (zatwierdził ją papież Eugeniusz III). A „gdy szczęśliwie dotarł do Ziemi Świętej i uczcił Grób Święty, przyłączył się do wojska króla jerozolimskiego, Baldwina”. Polscy rycerze wzięli udział w oblężeniu twierdzy Askalon, położonej nieopodal Morza Śródziemnego. Według relacji Wilhelma z Tyru, wiosną i latem 1153 r. do najznamienitszych wojsk jerozolimskich i zakonów rycerskich dołączyły liczne hufce zbrojnych pielgrzymów z Europy". Zapewne wówczas po raz drugi poznał rycerzy zakonu templariuszy ale nie tylko ich lecz wszystkie inne zgromadzenia wojujących rycerzy zakonników. Podobno Henryk jak i towarzyszący mu w krucjacie Jaksa z Miechowa zostali konfratrami zakonu (oprócz regularnych członków, zakony rycerskie - również templariusze - przyjmowali w swoje szeregi członków afiliowanych, zwanych confratres. To im zawdzięczali swoje wpływy na europejskich dworach, gdyż konfratrzy wywodzili się na ogół z rodów królewskich i książęcych lub możnowładczych. Mimo, że normalnie stale przebywali poza konwentami, przysługiwały im zakonne przywileje. W zamian za nie zakony otrzymywały darowizny i zapisy testamentowe) ale wraz z kasacją zakonu przepadły prawdopodobnie wszelkie dowody, że tak właśnie było. Po kasacie zakonu templariuszy ich dobra - dość zachłannie - przejmowali joannici. Faktem jest, że o Opatów nigdy się nie upomnieli. Gdyby kolegiata była związana z templariuszami, to należy przypuszczać, że staraliby się o jej przejęcie.  
Po powrocie z krucjaty Sandomierczyk postarał się o założenie we własnej dzielnicy kolegiat w Opatowie i Wiślicy. Postanowił też sprowadzić kawalerów maltańskich na te ziemie. Dzięki kontaktom nawiązanym w Ziemi Świętej zrealizował wielką fundację: szpital i kościół we wsi Zagość nad Nidą. Tym samym stworzył pierwszą siedzibę joannitów w naszym kraju! Na podstawie zachowanego dokumentu fundacyjnego z około 1163 r. wiadomo, że Henryk nadał swym ulubionym zakonnikom książęcy przywilej łowienia bobrów w Małogoszczy i Kijach. Niestety, po tamtych czasach zachowały się jedynie fragmenty romańskiej świątyni, wtopione w późniejsze przebudowy. 
Istnieją też inne teorie, nie związane z informacjami podawanymi przez Jana Długosza. Jak choćby ta, że Książę Henryk przywiózł z krucjaty templariuszy i nadał im Opatów wraz z 16 okolicznymi wsiami. Podobno kolegiata św. Marcina jest pozostałością po ich klasztorze. Pierwszym komandorem został Wojsław Trojanowic herbu Powała i jest on uznawany za pierwszego polskiego templariusza znanego z imienia. Jeśli tak, to templariusze przebywali w Opatowie do 1237 roku, kiedy to wrocławski książę Henryk Brodaty przekazał dobra opatowskie  biskupowi lubuskiemu. Podobno Rycerze Chrystusa pozostawili po sobie w Opatowie kilka śladów:
– zabalsamowane ciała braci zakonnych w podziemiach kolegiaty (brzmi dość sensacyjnie ale jest możliwe do sprawdzenia);
– w jednym z portali kolegiaty znajdowały się wizerunki rycerzy z  mieczami u boków i charakterystycznym krzyżem na szatach, które-według tradycji-głów miał pozbawić ówczesny dziekan opatowski Rafał z Brzezia, na wieść o kasacie zakonu przez francuskiego króla Filipa Pięknego (wiele źródeł podaje informację o utrąceniu głów przez Rafała z Brzezia. Jeśli jednak ów dziekan uczynił to na wieść o kasacji zakonu templariuszy, to jest wielce prawdopodobne, że owi rzeźbieni rycerze zakonni w portalu świątyni wyobrażali rzeczywiście templariuszy); 
– na najcenniejszym, gotyckim malowidle z kolegiaty, w scenie ukrzyżowania Chrystusa znajduje się tajemniczy rycerz interpretowany przez niektórych jako templariusz (rzecz łatwa do zweryfikowania przez znawców tematyki);
– na kościelnych ścianach przedstawiono wiele scen batalistycznych, które są mocno nietypowym elementem wystroju świątyń ( ta teza jest najłatwiejsza do obalenia, albowiem ikonografia tychże barokowych malowideł nawiązuje do treści patriotycznych);
 na jednej z konferencji naukowych w Starostwie Powiatowym poświęconej kolegiacie opatowskiej przedstawiono tezę, że templariusze mogli pojawić się w Opatowie około roku 1257 i przebywać tutaj do końca istnienia zakonu. Znane są dokumenty, które mogą potwierdzać tę hipotezę. Dalsze badania historyczne mogłyby ją uwiarygodnić i wykazać, że templariusze na stałe związani byli z Opatowem;
– w herbie miasta występuje budowla o kształcie litery T (jak Templum – świątynia -> stąd nazwa Templariusze) i schody wyglądające jak wejście do świątyni;
Herb Opatowa, źródło:http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:POL_Opat%C3%B3w_COA.svg

Natomiast nic więcej nie wiadomo o powiązaniach księcia z Ubogimi Rycerzami Chrystusa. Nie znaczy to jednak, że templariusze nigdy w Opatowie nie byli. Mogą przecież pojawić się kolejne odkrycia i dowody wiążące kolegiatę z innym monarchą i fundatorem niż Henryk Sandomierski.
Wiele sympatii, którą obdarzamy w naszym społeczeństwie rycerzy zakonnych spod znaku czerwonego krzyża na białym płaszczu, nie znajduje historycznego potwierdzenia ani uzasadnienia (prócz legend o bajecznych skarbach), a raczej bierze się z przeciwstawnej wręcz antypatii do rycerzy zakonnych noszących czarne krzyże. Tych drugich znamy dobrze z historii...  Zakon Rycerski Kawalerów Mieczowych Domu Niemieckiego w Jerozolimie pod wezwaniem N.P.Marii, ma u nas niesławną tradycję. Tymczasem prawda jest taka, że i jedni i drudzy byli podobnymi sobie awanturnikami, z którymi ówcześni papieże mieli niemały problem. Sprawdzali się w boju z Saracenami ale w europejskich królestwach było z nimi wiele kłopotu.  Należy też wiedzieć, że pośród templariuszy przebywających oficjalnie na naszych ziemiach, posiadających nadania książęce i włości,  większość stanowili Niemcy, nie Francuzi i nie Anglicy. Ci zaś, podobnie jak krzyżacy, realizowaliby u nas z pewnością niemieckie plany i interesy, niezależnie jakiego koloru krzyż nosili na swoich płaszczach... 
Czas i badania naukowe pokażą - być może kiedyś - zupełnie inną historię...
(około 25 lat temu w sandomierskim kościele św Jakuba odkryto 3 średniowieczne płyty nagrobne z charakterystycznymi mieczami. Kolejnych sześć podobnych znaleziono u cystersów w Wąchocku i Radomiu. Zmarli, których groby płyty te nakrywały, byli rycerzami – krzyżowcami. Historycy łączą pochówki nie tylko z rycerzami Henryka Sandomierskiego (1130–1166), z którymi wyprawił się w latach 1153–1154 r. do Ziemi Świętej, ale także z jego ekspedycjami na tzw. krucjaty pruskie, które traktowano podobnie jak wyprawy krzyżowe. Miejsce pochowania także potwierdza te przypuszczenia, bo to właśnie Henryk Sandomierski po swoim powrocie z Palestyny przypuszczalnie ufundował pierwszy przeddominikański kościół św. Jakuba w Sandomierzu).

Zobacz również :

https://paskonikstronik.blogspot.com/2016/12/sandomierz-koscio-sw-jakuba-i-klasztor.html
https://paskonikstronik.blogspot.com/2016/10/sandomierz-katedra.html
https://paskonikstronik.blogspot.com/2016/08/koprzywnica-pocysterski-koscio-i.html 
https://paskonikstronik.blogspot.com/p/spacery-po-sandomierzu.html

W niniejszym opracowaniu korzystałem  z  n/w   źródeł :

- Witryna Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Opatowskiej;
- Dzieje Kolegiaty pw. Św. Marcina w Opatowie      http://www.kolegiataopatow.sandomierz.opoka.org.pl/index.html ;
- Anna Podsiadło "Pomniki - ślady przeszłości mojego regionu" ;
Przegląd Historyczny 1954r  45/4  str 691-721;
Rocznik Muzeum Świętokrzyskiego 3/1965  str 105-126;
Rocznik Muzeum Narodowego w Kielcach 13, 253-272;